czwartek, 9 marca 2017

Aiguille Rouge w grudniu.

Mając tylko jeden, wolny od pracy dzień w tygodniu postanowiłem wykorzystać go jak najlepiej czyli znowu zdecydowałem się na wycieczkę w góry. Połowa grudnia nie była tu żadną przeszkodą ze względu na iście wiosenną pogodę charakteryzującą się ciepłym słoneczkiem, temperaturami powyżej zera i ćwierkaniem sikorek na gałązkach. Wręcz idealna pogoda żeby się gdzieś ruszyć, kłopot w tym, że "gdzieś" oznaczało dla mnie po raz kolejny masyw górski sterczący mi za domem. Niezbyt lubię przemierzać ścieżki, na których byłem nie dalej niż tydzień temu, ale skoro miałem do wyboru powtórkę trasy lub dzień w towarzystwie internetu to jakoś nie wahałem się zbyt długo.

czwartek, 2 marca 2017

Wypatrując hobbitów - przez Flores do Kelimutu.

5 maja 2014

Dzisiaj postanowiliśmy wyruszyć w kierunku Kelimutu, daleko tam więc trzeba było wstać wcześnie, czy raczej bardzo wcześnie, musieliśmy się przed piątą zerwać. Gregorius (tak miał na imię właściciel hostelu) poinstruował nas, że musimy jechać do miejscowości Bajawa i tam szukać przesiadki. Zrobiliśmy jak kazał i niedługo potem zapakowaliśmy się do busa o charakterze pasażersko-towarowym. W środku poza ludźmi leżały jeszcze wory z ryżem i cebulkami, oraz kilka innych przedmiotów równie przydatnych co obszernych. Niedługo potem dosiadł się jeszcze pan z dwoma piszczącymi szczeniaczkami do kompletu. 


wtorek, 21 lutego 2017

Szaman, żabi skrzek i farbowane kurczaczki - na targu w Labuan Bajo.

4 maja 2014

Na dzisiaj, to jest, na czwartego maja mieliśmy w planach wyprawę do Kelimutu, czyli miejsca znajdującego się mniej więcej w połowie wyspy Flores. Daleko tam i droga wyboista, więc wypadło ruszyć jak najwcześniej, chcieliśmy jednak najpierw dowiedzieć się czegoś o promach pływających w kierunku Celebesu. W takim wypadku wyjazd o 5.30 rano raczej odpadał. Umówiliśmy się z szefem hostelu, że zamówi nam transport na dziewiątą rano i wyszliśmy na miasto żeby dostać się do portu. Po drodze zjedliśmy sobie na murku śniadanie, po które nie musieliśmy nigdzie chodzić bo samo do nas przyjechało. Jakiś pan rozwoził tam codziennie zupki na wózku wmontowanym na rower, szybka, sprawna, tania i przede wszystkim smaczna gastronomia na każdą kieszeń. 


piątek, 10 lutego 2017

My i diabły morskie czyli spotkanie z mantami.

Nadeszła pora by wyruszyć na poszukiwanie diabłów morskich! Pełni werwy i zapału rozlokowaliśmy się na niewielkim pokładzie łodzi, a kapitan odpalił silnik. Tym razem poszerzyła nam się załoga, poza kapitanem i chłopcem za sterem popłyną z nami tez kilkuletni syn kapitana. Chłopak powinien się przecież wprawiać do morskiego rzemiosła, bo będzie mu to w życiu bardzo potrzebne. Piechotą z wioski na Komodo daleko przecież nie zajdzie. Tym razem kapitan zapewniał nas, że wyruszyliśmy o stosownej porze i na pewno spotkamy główny cel naszej wycieczki i bardzo, ale to bardzo chciałem, aby to była prawda.

piątek, 3 lutego 2017

Komodo to również ludzie - z wizytą w jedynej osadzie na wyspie.

Nocleg w wiosce był wygodny i zapewnił nam solidny wypoczynek, Żywia jak zwykle wolała pospać dłużej, ja natomiast za priorytet uznałem wycieczkę po osadzie. W sumie najpierw to mi się coś roiło o zobaczeniu wschodu słońca z przystani, ale szybko zmieniłem priorytety, gdy zacząłem się dokładniej rozglądać. Wczoraj dotarliśmy na wyspę już dość późno i od razu skierowaliśmy się do domu, w którym nocowaliśmy. Praktycznie nie było czasu, żeby przyjrzeć się okolicy, a tym bardziej zająć się jakąś dokładniejszą penetracją.