niedziela, 22 lutego 2015

Znowu w dżungli - park narodowy Khao Sok cz II

Kolejny dzień w parku (czyli 4 marca) postanowiliśmy przeznaczyć na wyprawę dłuższym szlakiem. Zgoniłem Żywię z karimaty wcześnie rano, bo liczyłem na to, że z rana uda nam się jakieś stwory zobaczyć, zjedliśmy szybkie śniadanie w minibarze obok parku i ruszyliśmy w trasę. Przy wejściu na szlak musieliśmy okazać bilety strażnikom siedzącym w budce strażniczej i już można się było cieszyć naturą. No może nie do końca... Natura była po bokach, ale my szliśmy szeroką drogą, po której mogły poruszać się auta, nie jest to mój ideał szlaku.


niedziela, 15 lutego 2015

Znowu w dżungli - park narodowy Khao Sok cz I.

Park narodowy Khao Sok miał być naszym ostatnim parkiem narodowym w Tajlandii, zdjęcia które go reklamowały mocno nas zachęciły do odwiedzin. Rankiem 3 marca zapakowaliśmy się w autokar, który powiózł nas w odpowiednim kierunku. (Nie mogę się powstrzymać i wtrącę krótką opowiastkę z cyklu "Koloryt lokalny". Dość szybko po zajęciu miejsc w autobusie okazało się, że będąc pasażerem lokalnych linii trzeba zachować czujność i refleks. Pan kierowca miał w zwyczaju często, gęsto spluwać przez okno. Ja siedziałam po stronie kierowcy, a wszystkie okna były pootwierane, żeby zapewnić jakąkolwiek wentylację tej nagrzanej puszki... Z rosnącą trwogą obserwowałam przy każdym splunięciu trajektorię lotu pocisków, które niebezpiecznie zbliżały się do mojego okna ;) Na szczęście obyło się bez niechcianego "odświeżenia". - Żywia)


czwartek, 5 lutego 2015

Z prądem na rybki.

Pewnego wieczoru Żywia powiedziała mi, że jej kolega będzie łowił ryby prądem i czy nie zechciałbym mu pomóc. Od razu przed oczami stanął mi jakiś menel z dwoma kablami podłączonymi do słupa wysokiego napięcia mordujący w stawie wszystko co żyje żeby zamienić na denaturat kilka kilogramów karpi... Wyraziłem swoje wątpliwości co do etyki tego typu połowów, usłyszałem jednak w odpowiedzi, że ma na to odpowiednie zezwolenia i będzie to praca badawcza. Nastąpiło u mnie zjawisko dysonansu poznawczego, z którego nie potrafiłem wybrnąć więc stwierdziłem, że nie będę gimnastykował mózgownicy i dowiem się u źródła o co chodzi.