niedziela, 15 maja 2016

Kierunek Lombok.

Lovinę opuściliśmy 23 kwietnia, do Kuty dotarliśmy autobusem Peramy i autobusem tej samej firmy opuściliśmy kolejnego dnia wyspę z przedłużonymi wizami w kieszeniach. Bilety kupiliśmy do miejscowości Senggigi, miały nas kosztować po 150 tys rupii, ale po okazaniu poprzednich biletów firmy, dostaliśmy po 20 tys. zniżki. Tym razem mieliśmy już prawidłową godzinę na komórkach, więc obeszło się bez niespodzianek. O 6-tej rano załadowaliśmy się do busa, a około 8-mej byliśmy już w porcie. Razem z pozostałymi pasażerami zostaliśmy poprowadzeni na pokład promu do portu Lembar (rejs w cenie biletu) i spędziliśmy tam kolejne 3 dość nudne godziny. (Chociaż ja podczas smażenia się na górnym pokładzie promu z daszkiem dającym wątpliwy cień, wyobrażałam sobie, że oto przekraczamy magiczną granicę pomiędzy krainami i na drugim lądzie wydarzy się coś niesamowitego - przekraczaliśmy granicę Wallace'a, oddzielającą zoogeograficzną krainę orientalną od australijskiej. - Żywia)

niedziela, 8 maja 2016

Lovina cz. V - podwodny ogród z prawdziwego zdarzenia.

22 kwietnia przeznaczyliśmy sobie niemal w całości na nurkowanie. Wczoraj znalazłem idealne ku temu miejsce, dzisiaj chcieliśmy się z nim bliżej zapoznać. Zebraliśmy się jak zwykle z rana, żeby przed południem wyjść już z wody. Nie miałem najmniejszej ochoty na powtórkę oparzeń słonecznych w stylu tych z Tajlandii. (O nurkowaniu na wyspach Surin możecie przeczytać TU