niedziela, 30 sierpnia 2015

Ulfowisko czyli żerkowska impreza prawie historyczna.

Jak zapewne nasi czytelnicy już zauważyli, preferujemy imprezy historyczne, które kładą jak największy nacisk na poziom rekonstrukcji. Lubimy poczuć klimat średniowiecza , którego nie psują pety i puszki z piwem. No ale... Jeśli impreza nie pretenduje do miana historycznej i doskonale sobie z tego zdajemy sprawę, wyżej wymienione przedmioty przestają razić i są odbierane jak zwykłe przedmioty przy zwykłym ognisku. Z taką sytuacją mamy do czynienia na Ulfowisku (nazwa używana póki co tylko przeze mnie, ale mam wrażenie, że się przyjmie). Chodzi o cyklicznie odbywającą się w lasach obok miejscowości Żerków imprezę towarzyską w konwencji historycznej organizowaną z okazji urodzin jarla drużyny Ulf Ragnarsson Hird czyli Ulfa Ragnarssona. "Impreza towarzyska w konwencji" chyba dobrze oddaje atmosferę wydarzenia, zapraszani są na nią drużynnicy i zaprzyjaźnieni rekonstruktorzy, by wspólnie potrenować i pobawić się we własnym gronie. To własnie towarzystwo, a nie rekonstrukcja jest na tej imprezie najważniejsze. Dlatego też nikt nie czepia się pomidorów ani papryki na kanapkach, osoby które nie mają pełnego stroju historycznego nie są z tego powodu wyrzucane na zbity pysk od ogniska ani nikomu nie potrzeba tarczy z desek. Oczywiście jeśli ktoś taką posiada to też nikomu to nie przeszkadza.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Na malezyjskiej plaży - część II.

Noc na plaży okazała się bardzo przyjemna, rano wypoczęci wypełzliśmy z namiotu, spakowaliśmy go i zaczęliśmy przygotowywać się do śniadania. Wtedy się zaczęło... Najpierw usłyszeliśmy hałas i pokrzykiwania, potem nastąpił atak! Pierwsza małpa rzuciła się na chleb, kolejna na mój plecak, za nimi szły następne. Ta od plecaka oberwała po rzyci, ale nawiała z zupką chińską, tej która chciała zwędzić chleb poszło trudniej, bo w tym samym momencie co ona, bochenek złapała Żywia i targały się z nim przez minutę. (To było najdziwniejsze i najbardziej komiczne wydarzenie w moim życiu. Ja trzymałam worek z chlebem za jeden koniec, a małpiszon wbijał pazury w drugi, patrząc sobie w oczy i jazgocząc przechodziłyśmy próbę charakterów... W końcu stwór odpuścił. - Żywia)

czwartek, 6 sierpnia 2015

W Tatrach - część III. "Wokół Morskiego Oka".

Na dziś miałem zaplanowane Rysy, najwyższy szczyt Polski, górę na której jeszcze nie byłem. Tym razem również... Obudziłem się wcześnie rano, otworzyłem oczy, do których dotarł po chwili obraz grubych i gęstych kropli padających za oknem, potem usłyszałem grzmot... No to sobie zdobyłem Rysy :/ Pech to pech, pogody nie przeskoczę, przekręciłem się na drugi bok i wróciłem do przerwanego snu. Ze schroniska wytoczyłem się około 9-tej rano. Już nie padało, było pochmurno, ale całkiem miło. Skierowałem się w stronę Morskiego Oka.

sobota, 1 sierpnia 2015

W Tatrach - część II. "Na Orlej Perci".

Już wczoraj wieczorem zastanawiałem się na co konkretnie poświęcić dzisiejszy dzień. Jakiś czas temu znajomek opowiadał mi o wyjściu na Świnicę twierdząc, że było ciężko. Przypomniałem sobie tą rozmowę przeglądając mapę. Skoro ciężko to pewnie i ciekawie. Decyzja zapadła, idę na Świnicę. Wstałem dość wcześnie, znaczy około 6.30 rano. Wpakowałem w siebie śniadanie, wpakowałem plecak ze zbędnymi rzeczami na górną półkę w głównej izbie schroniska, żeby sobie na mnie poczekał i z lekkim podręcznym plecakiem ruszyłem w drogę. Zapakowałem sobie do niego żarcie, tak na dwa dni, dwie butelki wody, ocieplacze, pałatkę przeciwdeszczową i kilka drobiazgów typu latarka i scyzoryk. Dobra... Podręczny plecak wcale nie był taki lekki, był po prostu lżejszy niż wczorajszy.