wtorek, 28 lipca 2015

Na malezyjskiej plaży - część I.

18 marca roku 2014 opuściliśmy hotel przy przystani w celu przedostania się na zachodni brzeg wyspy, a konkretnie gdzieś w pobliże Koralowej Plaży, przy której zamierzałem w końcu porządnie ponurkować w poszukiwaniu podmorskiego życia. Trzeba było tylko wykombinować jak się tam dostać z plecakami. Pieszo to by było kilkanaście kilometrów marszu i to jeszcze miejscami pod górkę, lokalny klimat jakoś mnie do tego nie nastrajał, różowa taksówka to znowu przynajmniej 30 RM, stan naszych finansów jakoś mnie do tego nie nastrajał. Więc co? Wymędrkowaliśmy, że można by wynająć gościa z motorkiem, z którym pojechałaby Żywia i plecaki, a ja sobie na lekko to kilkanaście kilometrów z przyjemnością (dyskusyjną) zrobię. Zostało tylko skuter z obsługą znaleźć. Popytaliśmy trochę i znalazł się odpowiedni pan, zaproponował nam albo dwa motorki, bo jak to na jednym, albo podwózkę osobowym autem za 20 RM. Ponegocjowałem trochę upierając się na Żywię z dwoma plecakami i jeden motorek, a stanęło na podwózce osobówką za 15 RM. Znośna cena. Dzięki temu dość wcześnie trafiliśmy na naszą plażę, przy okazji dowiedzieliśmy się, że na jednej z wcześniejszych plaż kiedyś znosiły jaja żółwie morskie, ale nie ma ich tam już od co najmniej 50 lat. Dojechaliśmy na miejsce we wprost idealnym momencie, słońce jeszcze nie wzniosło się za wysoko, było ciągle poniżej linii drzew i jego promienie tworzyły niesamowitą grę świateł przebijając się przez dżunglę.

czwartek, 23 lipca 2015

Wilczy Trop - Anno Domini 2015.

Doczekaliśmy się w końcu naszej ulubionej imprezy historycznej w roku, czyli Wilczego Tropu. Imprezy niezbyt obfitej w uczestników, ale z prawdopodobnie największym w Polsce naciskiem na historyczność jeśli idzie o wczesne średniowiecze. Imprezy, na której nie uświadczy się laleczek w sandałach z pomalowanymi na różowo paznokciami, ani turbowikingów w hełmach rodem z Cymerii Conana ze sklejkowymi tarczami w rękach.  Jak co roku spotkaliśmy się na wzgórzach w pobliżu Kalwarii Pacławskiej, by wspólnie ucztować i okładać się żelastwem na zmianę.

niedziela, 12 lipca 2015

Z planami rożnie bywa - Pangkor.

W naszym hotelu spotkaliśmy rodzinkę Malajów, młodzi byli i całkiem weseli, zaproponowali nam wspólną wycieczkę na Koralową Plażę, chcieli wynająć łódkę i dostać się nią na wysepkę w pobliżu plaży, a nie bardzo ich było na to stać. Gdyby wynajmowali z nami, opłacałoby im się znacznie bardziej. Zgodziliśmy się chętnie. Ustawialiśmy się na to poprzedniego wieczoru, rano o 10-tej mieli załatwić dwa skutery i nimi mieliśmy się przedostać na drugą stronę wyspy, niestety o wyznaczonej porze rodzinka się nie pojawiła. Pojawili się dopiero po pół godziny przepraszając nas bardzo i informując o chorobie dziecka, złapało im gorączkę i muszą się nim zająć.

wtorek, 7 lipca 2015

W Tatrach - część I. "Do doliny Pięciu Stawów".

Lata całe nie byłem w polskich Tatrach, albo bylem gdzie indziej, albo nie miałem czasu. W końcu stwierdziłem, że dość tego, trzeba jechać. Zaplanowałem sobie dwa dni wolnego, sprawdziłem połączenia i kiedy nadszedł w końcu piątek po południu, założyłem plecak i ruszyłem po przygodę (i odciski na stopach). W nocy wyjechałem pociągiem z Krakowa, tak żeby jak najwcześniej być w Zakopanem, udałoby się, gdyby nie to, że pociąg ponad godzinę za późno dotarł na miejsce, jedyną tego zaletą była możliwość wyspania się w przedziale. Zaraz po wysiadce uzupełniłem zapasy i wskoczyłem do busa jadącego w kierunku Kuźnic.