sobota, 27 grudnia 2014

Khao Sam Roi Yot - morze i góry.

Na dzisiaj (23 II 2014) mieliśmy w planach zobaczyć co oferuje park narodowy. Zdobyliśmy jakąś mapkę z atrakcjami i ruszyliśmy na ich poszukiwania. Pierwsza w planach była jaskinia Sai. Tyle, że jak zwykle trzeba było najpierw do niej dotrzeć, czyli zrobić z 8 kilometrów pieszo. Po drodze machnęliśmy kilka razy na stopa ale bez efektu, w końcu przestaliśmy machać i wtedy zatrzymało się auto. Siedziała w nim para młodych Tajów, których widzieliśmy w restauracji przy śniadaniu, wybierali się do tej samej jaskini co my i zaproponowali podwózkę. Ona nazywała się Nat, a on Aun. Obydwoje byli całkiem sympatyczni i komunikatywni po angielsku.


wtorek, 23 grudnia 2014

W trasie do Khao Sam Roi Yot

Nasz pobyt w Tajlandii składał się z jednego lub kilku dni zwiedzania, następnie co najmniej całego dnia podróży, po którym trafialiśmy w kolejne, interesujące (przynajmniej dla nas) miejsce. Tak samo było z pływającym targiem, kolejny dzień po pobycie tam, znowu spędziliśmy w różnych środkach transportu aby dotrzeć do Khao Sam Roi Yot czyli kolejnego parku narodowego z naszej listy.

niedziela, 14 grudnia 2014

Wielkie czedi w Nakhon Pathom.

Pływający market w Saduak zabrał nam ledwo pół dnia, jakoś trzeba było zagospodarować resztę czasu. Nie było sensu już nigdzie dalej jechać, a pod nosem, ledwo kilkaset metrów od hotelu stało czedi w Nakhon Pathom. Z autobusu wysiedliśmy praktycznie pod ogrodzeniem budowli, więc zaszliśmy tam zerknąć jak za dnia wygląda sytuacja. Wyglądała interesująco, sporo ludzi się tam kręciło, można było podejść pod samo czedi i okazało się, że jest gdzie pomyszkować za murami okalającymi budowlę. Przewinęliśmy się tam pobieżnie (zdecydowanie dla mnie za pobieżnie) i wróciliśmy do hotelu odpocząć. Po drodze spotkaliśmy (kolejnego dzisiaj) warana,  pływał sobie w kanale ledwo kilka metrów od nas i wcale się tym nie kłopotał. Zajrzeliśmy jeszcze na halę targową po coś do jedzenia i na rekonesans. Hala nieszczególnie porywała. Żywia zdecydowała, że ma już dość zwiedzania na dzisiaj i będzie się lenić, też bym się polenił, ale mam nazbyt ciekawską naturę, która nie pozwoliła mi usiedzieć w pokoju. Jak za każdym razem kiedy wygoniła mnie na zwiedzanie, nie pożałowałem.

sobota, 6 grudnia 2014

Damnoen Saduak - targ na wodzie.

Już planując podróż do Azji wybraliśmy kilka miejsc, które koniecznie chcieliśmy odwiedzić. Jednym z nich był pływający targ w miejscowości Damnoen Saduak. W końcu przyszła pora żeby zobaczyć na żywo to czym zachwycaliśmy się na zdjęciach w necie. Rankiem (był 21 lutego) wyszliśmy na przystanek żeby znaleźć odpowiedni autobus, stało ich tam kilka, zamierzaliśmy pytać po kolei kierowców gdzie jadą. Ta wątpliwa przyjemność została nam odebrana przez panią pracującą w jednym z autobusów, gdy tylko zobaczyła białą parę od razu zaczęła do nas machać i pytać czy na pływający targ jedziemy?