czwartek, 6 sierpnia 2015

W Tatrach - część III. "Wokół Morskiego Oka".

Na dziś miałem zaplanowane Rysy, najwyższy szczyt Polski, górę na której jeszcze nie byłem. Tym razem również... Obudziłem się wcześnie rano, otworzyłem oczy, do których dotarł po chwili obraz grubych i gęstych kropli padających za oknem, potem usłyszałem grzmot... No to sobie zdobyłem Rysy :/ Pech to pech, pogody nie przeskoczę, przekręciłem się na drugi bok i wróciłem do przerwanego snu. Ze schroniska wytoczyłem się około 9-tej rano. Już nie padało, było pochmurno, ale całkiem miło. Skierowałem się w stronę Morskiego Oka.

W poniedziałek rano dało się tam iść, ludzi mało, nikt nie wrzeszczał, nikt nie śmiecił, trochę nienaturalnie dla tej trasy. Bez szczególnych atrakcji dotarłem pod schronisko i tam kolejny szok, da się usiąść, dopchać do barierek, ogólnie pusto i miło. Rysy sobie na dziś już odpuściłem, więc może chociaż do Kazalnicy dojdę? Warto spróbować. Niestety pogoda uznała, że dwa dni słońca to dla mnie za dużo i trzeciego koniecznie muszę zmoknąć. Mnie więcej w połowie podejścia do Czarnego Stawu pod Rysami zaczęło padać, kawałek dalej zaczęło mocno padać. Okutany w przeciwdeszczową pałatkę, którą przywieźliśmy z Indonezji i goreteksowe spodnie dzielnie parłem na przód nie bojąc się zmoknięcia. Trochę straciłem animusz słysząc grzmot w oddali. No i co teraz? Można było zawrócić, ale do Czarnego Stawu zostało już tylko kilka minut drogi. Chmmm... Stwierdziłem, że przynajmniej nad jezioro dotrę, zwłaszcza, że piorun okazał się jednorazowy. Już nad brzegiem rozejrzałem się za miejscem, z którego można by kontemplować otoczenie, płaski kamień leżący na dwóch innych tworząc małą wnękę uznałem za idealny ku temu. Usiadłem sobie pod nim, popatrzyłem jak deszcz wzmaga się, słabnie czasem zamieniając się w grad i odkryłem, że Kazalnicy też dzisiaj nie zobaczę.  No trudno. Poczekałem aż zelżeje i zacząłem wracać, zaszedłem jeszcze pod Czarnostawiańską Siklawę i zasmucony stoczyłem się na dół. Obchodząc Morskie Oko trafiłem na łanię w kosodrzewinie. Stała około 10 metrów ode mnie i nie uciekała, bo nie bardzo była w stanie, a ja nie byłem w stanie się jej przez krzaki przyjrzeć. Takie dość ciekawe spotkanie na szlaku.


Ciekawszy był tylko pan, który zawiązał sobie ręcznik na plecach żeby nie zmarznąć w czasie spaceru wokół Morskiego Oka. Popatrzyłem sobie jeszcze na pstrągi w jeziorze, widziałem nawet jednego uganiającego się za ćmą. Leciała sobie taka nad wodą, pstrąg gdy ją dostrzegł od razu popłyną w jej kierunku i wyskoczył z wody żeby ją złapać. Manewr się nie udał więc płyną w ślad za niemogącym się poderwać wyżej owadem  i skakał jeszcze kilkukrotnie. Dość pociesznie to wyglądało, przynajmniej dla mnie. Ćma chyba inaczej odbierała tą sytuację. Gdy szedłem wzdłuż brzegu jeziora pogoda znowu się poprawiła, słońce nawet na chwilę wyszło. Kusiło żeby jednak się cofnąć i ruszyć na szczyt... Resztkami rozsądku pokonałem chęci i poszedłem do schroniska. Było już tłoczniej i głośno, myślałem, że usiądę sobie na herbatę, ale sytuacja wewnątrz i na zewnątrz schroniska wyleczyła mnie z głupich pomysłów i zacząłem schodzić do noclegowni. Po drodze złapała mnie prawdziwa ulewa, akurat odpoczywałem pod dachem w zajeździe z grillami i innym starogóralskim jadłem więc deszcz mi nie zaszkodził, to był pierwszy raz kiedy jednak się ucieszyłem, że mnie nie ma na szlaku. Do Roztoki dotoczyłem się około 15-tej więc miałem sporo czasu dla siebie, spędziłem go przeglądając książki z biblioteczki oferowanej przez schronisko, szczególnie dużo uwagi poświęciłem broszurce "Lawinowe ABC". Do zimy jeszcze kawał czasu, ale nie zawadzi się wcześniej na nią przygotować. Następnego dnia wczesnym ranku wyszedłem ze schroniska chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu, trochę się na tym przejechałem. Byłem po 6-tej w Palenicy i czkałem na busa prawie dwie godziny. Na szczęście przesiadka do Krakowa i dalej poszła już bardzo sprawnie. W ten sposób spędziłem 3 bardzo interesujące i ciekawe dni w najwyższych górach Polski, a wracając z nich już się zastanawiałem gdzie pójdę następnym razem gdy tam wrócę i kiedy to nastąpi. Mam nadzieję, że rychło.






























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz