niedziela, 20 marca 2016

Jare Gody 2016 w osadzie warownej Białogród.

English version on the end.

Jak co roku, postaraliśmy się chociaż na chwilę wyrwać do pobliskiego Białogrodu, żeby uczestniczyć w radosnych obchodach nadejścia wiosny. Tegoroczne święto miało dla nas jednak szczególne znaczenie, jako że po raz pierwszy pojechaliśmy we troje. Była to pierwsza historyczna impreza naszego 5- tygodniowego synka Radosza.


Większość gości dotarła do osady już w piątek, tylko nieliczni, włączając w to nas, przyjechali w sobotę. Dotarliśmy na miejsce akurat na czas rozpoczęcia korowodu, który wędrował od chaty do chaty przy akompaniamencie wszelkich grzechotek, rogów, piszczałek i bębnów i przeganiał z obejść złe duchy oraz zimową stagnację. Wnętrza chat były okadzane ziołowym dymem i skrapiane "na szczęście" i "na nowe". Miałam w to świetny wgląd, ponieważ akurat w trakcie korowodu schowałam się w jednej z chatek, żeby w zaciszu nakarmić Radosza ;)

Nasz młodzian został dość entuzjastycznie przywitany przez brać rekonstruktorską i przez aklamację wcielony w jej grono. Nawet dostał od wujka Ingvara wisiorek z figurką Świętowita wzorowaną na tych znalezionych na Wolinie. Nie wiem na ile Radosz się ucieszył z prezentu, ale rodzice ucieszyli się bardzo. (Mojmir).

Później w ciągu dnia odbywały się różne zawody i konkurencje. Można było wygrać pyszny miód pitny i zmierzyć się np. podczas przepychania jajami, rzutu jajami do celu, malowaniu kraszanki lub konstruowaniu Marzanny na czas, musiała przy tym być na tyle atrakcyjna wizualnie, żeby zachwycić sędziów. W planach było także ganianie koguta, jednak tuż przed zawodami kogut zmienił właściciela, na miłego pana rowerzystę :) Trudno powiedzieć czy to dla koguta lepiej czy gorzej.


Gdy słońce zaczynało się już chować za lasem, zebraliśmy się, by rozpocząć właściwe obrzędy. W lasku dębowym na podgrodziu, gdzie stoi posąg Mokoszy, stanęliśmy w kręgu i dopingowaliśmy rozpalanie nowego ognia za pomocą łuku ogniowego. Gdy słońce już całkowicie zaszło, a nad drzewami widać było jedynie różową łunę, zabłysnął pierwszy płomyk rytualnego ognia. Od ogniska odpalono pochodnie i korowód ruszył do osady, by tym razem zanieść do każdej z chat nowy ogień do wygaszonych palenisk. My już nie szliśmy z wszystkimi, by dalej uczestniczyć w obrzędach, ponieważ robiło się późno i coraz zimniej, a dla Radosza dzień był już i tak pełen ważeń. Postaliśmy chwilę przy ognisku i zabraliśmy się do codzienności...

Maluch pomimo ogromu wrażeń był bardzo grzeczny i przez większość czasu spał owinięty w koce. Mamy za sobą pierwsze doświadczenia z polowym karmieniem i przewijaniem, co było cenną lekcją na nadchodzący sezon historyczny :) 



























































































Like every year, we tried to visit nearby Bialogrod at least for a while to participate in joyful celebrating of Spring Equinox. This year it was especially important to us, because first time we went there with our 5-week-old son Radosz. It was his first historical event.
Most of the guests arrived to settlement on Friday. Just few, including us, arrived on Saturday. When we arrived it was time to start the procession, which was wandering from hut to hut in accompaniment of rattles, horns, pipes and drums. It was chasing away evil spirits and winter stagnation. Hut interior was incenced with sage and besprinkled „for happiness” and „for something new”. I had a great insight into it, because I decided to hide myself in one of the huts during the procession so I could feed Radosz in calm place.
Our youngster was greeted enthusiastically by the historical reenactment fellowship and incorporated to the group by acclamation. He even got pendant with Svetovid based on a find from Wolin. I don't know how happy he was, but parents were very glad.
Later during the day there took place different competitions and contests. It was possible to win delicious mead and take part in e.g. pushing with eggs, throwing eggs to the goal, painting Easter egg or constructing Marzanna on time. She had to be attractive visually, so that the judges could be satisfied. Marzanna is an ancient goddess associated with winter's death and rebirth and dreams. The tradition of burning or drowning an effigy of Marzanna to celebrate the end of winter is a folk custom that survives in the Czech Republic, Poland, Lithuania, and Slovakia. The next plan were to chase the rooster, but just before the competition rooster changed his owner to a nice biker. It is difficult to say whether it is better or worse for the rooster.
When the sun began to hide behind the forest, we got ready to start the main rituals. In the oak copse, where a Mokosh statue is standing, we stood in a cricle and we were cheering during making a fire with fire arch. When the sun was completely gone and we could see just a pink glow, the first flame of ritual fire showed up. Torches were fired from the fire and pageant went to the settlement bringing a new fire to extinguished hearth in every hut. We didn't went with everyone to continue on, because it was getting late and colder. This day was full of impressions for Radosz, so we just stayed for a while by the fire and we decided to come back to reality.
Our toddler was very polite in spite of the immense impressions and most of the time he was asleep wrapped in blankets. We got our first experience in field feeding and changing the diaper, which was a valuable lesson for the coming historical season.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz