czwartek, 16 kwietnia 2015

Tam gdzie czosnek niedźwiedzi rośnie łanami czyli rezerwat Skarpa Wiślicka.

Wolny dzień w tygodniu to ostatnimi czasy dla mnie święto. Człowiek musi niestety wybierać czy poodpoczywać sobie dłużej i w końcu się wyspać, czy może lepiej wybrać się gdzieś z aparatem... Jakoś dziwnie często zdarza mi się postawić na drugą opcję, tym razem decyzję ułatwiły mi jeszcze promienie słońca wpadające przez okno. W taki dzień warto wyjść aparatem. Tym razem padło na rezerwat przyrody Skarpa Wiślicka leżący przy trasie nr 81 pomiędzy Skoczowem, a Ochabami Wielkimi. Już wielokrotnie spoglądałem tęsknym wzrokiem na poprzecinane strumykami i połączone zwalonymi pniami wąwoziki przejeżdżając wyżej wzmiankowaną drogą, ale jakoś nigdy nie było okazji się zatrzymać, a nawet jeśli była okazja, to nie bardzo było się gdzie zatrzymać. Postanowiłem nadrobić zaległości, z braku dogodnego parkingu zrezygnowałem z samochodu i wybrałem się pieszo. Ze Skoczowa nie jest tam daleko, trzeba tylko przejść kawałek poboczem ruchliwej jezdni, jest to o tyle zabawne, że pobocza nie ma tam za wiele. 

Zabawa w "uskocz spod kół tira" trwała na szczęście krótko i można już było zejść z jezdni, by zanurzyć się w las. Las niezbyt szeroki, ale całkiem urodziwy i pełen liściastych drzew, czasem bardzo potężnych buków innym razem stareńkich czereśni. Jednak to nie drzewa tworzyły niepowtarzalny klimat tego miejsca o tej porze roku. Zdecydowanie palmę pierwszeństwa musiałem przypisać czosnkowi niedźwiedziemu (Allium ursinum L). Ta przyjemnie (znaczy się czosnkowo) smakująca roślina porasta tam ziemię całymi łanami. Nieprzeliczone roślinki zieleniły mi się pod stopami przez całą moją wędrówkę, a trwała ona dobre 5 godzin. Może byłoby krócej, ale starałem się stąpać tak, żeby nie rozmazać butami wszystkiego co żywe. Czasem więc szło się po zwalonym pniu, innym razem po dnie błotnistego strumyka, w ostateczności na palcach przemykało się przez gęstsze łany. Czosnek niedźwiedzi nie był oczywiście jedyną rośliną, która skorzystała z wiosny, zdarzały się też przylaszczki pospolite (Hepatica nobilis Mill.), zawilce gajowe (Anemone nemorosa L.) i sporo innych chwastów, których nie znałem. Jednym z ciekawszych była cieszynianka wiosenna (Hacquetia epipactis Neck.ex DC.) Gatunek występujący bardzo rzadko w Polsce i objęty u nas ścisłą ochroną. Właściwie to ten gatunek wszędzie występuje rzadko, spotykany jest tylko w dwóch izolowanych od siebie stanowiskach na terenie Europy. Z jego pojawieniem się w tych okolicach związana jest legenda podana przez Gustawa Morcinka. Według niej nasiona miały dotrzeć do Polski w czasie Wojny Trzydziestoletniej, szwedzki rajtar, który umierał w chłopskiej chacie pod Cieszynem miał poprosić córkę gospodarza, by ta wysypała na jego grób woreczek z ojczystą ziemią. Na wiosnę wyrosły na nim nieznane kwiatki, które nazwano cieszynianką. Legenda ładna tyle, że w Szwecji Cieszynianki nikt nie widział. 

Wiosenny spacerek trwał mi całkiem długo, jedynym minusem była jezdnia przebiegająca kilkadziesiąt, rzadziej kilkaset metrów ode mnie, ryk samochodów zagłuszał odgłosy natury. Warkot silników mocno nie pasował do sielskich widoków pierwszej zieleni na wiosnę. No, ale może właśnie to jest błogosławieństwem tego rezerwatu? Ciężko tam dotrzeć pieszo, auto trudno zaparkować, hałasy z jezdni odbierają połowę przyjemności z pobytu, kto by chciał (poza mną oczywiście) iść w takie miejsce? Dzięki temu nie spotkałem tam żadnego innego przedstawiciela homo sapiens, ani nawet śladów takowego. 

Gdy uznałem, że mam już dość błądzenia po pagórkach, zacząłem się zastanawiać jak najwygodniej będzie wrócić. Przebijać się z powrotem przez rezerwat? Znowu iść poboczem? Była jeszcze trzecia opcja, mianowicie brzeg Wisły płynącej sobie po drugiej stronie jezdni. Trzeba było tylko przebiec przez jezdnię, bo przejść spacerkiem raczej się nie dało. Wzdłuż brzegu dało się iść całkiem wygodnie i tylko mały odcinek trasy wypadł mi na poboczu. Zamierzam jeszcze na Wiślicką Skarpę wrócić więc trasa nad Wisłą będzie do ponownego wykorzystania.



Wcale nie trzeba dżungli żeby zobaczyć liany ;)

Czosnek niedźwiedzi.



Pierwiosnka Wiosenna (primula elatior)












Cieszynianka wiosenna (Hacquetia epipactis Neck.ex DC.)

Czasem zrobienie zdjęcia wymaga sporego poświęcenia.






Czosnek niedźwiedzi smakuje jak... czosnek.








Przylaszczka pospolita (Hepatica nobilis)

Łuskiewnik różowy (Lathraea squamaria) - bardzo ciekawa roślina pasożytnicza. Rośnie sobie taki chwast na korzeniach  liściastych drzew i krzewów a nad ziemię wypuszcza tylko na wiosnę badyl z kwiatostanem. Roślinka nie zawiera w ogóle chlorofilu i jest całkowicie uzależniona od żywiciela. Taka raflezja w polskim wydaniu.



















Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis)








1 komentarz:

  1. Pyszne pesto wlasnie zrobilem z tego czosnku niedziwiedziego. Mega zdrowy!

    OdpowiedzUsuń