czwartek, 30 kwietnia 2015

Wokół Zdziechowic czyli najbliższa okolica też może być ciekawa.

Mieszka sobie człowiek od dziecka w swojej rodzinnej wiosce na pięknym Podkarpaciu i niby ją poznał, ale wcale to nie oznacza, że poznał jej okolice. Z tego też powodu pewnego dnia wybraliśmy się z Żywią, by zobaczyć kilka interesujących miejsc w odległości mniejszej niż 10 km od Zdziechowic. Na początek skierowaliśmy się do Gościeradowa, by zobaczyć bunkier stojący tam od czasów II Wojny Światowej. Schron bojowy, który wybudowali tam Niemcy w 1940 roku, był jednym z punktów tworzących sieć umocnień Wisły na wypadek przyszłej wojny z ich sowieckimi kumplami. Bunkier typu Regelbau 514 przetrwał do dzisiaj w niemalże nienaruszonym stanie. Stoi sobie na polu w pobliżu cmentarza i jest doskonale widoczny z jezdni. Najpierw obejrzeliśmy go sobie od zewnątrz, nie dostrzegliśmy na nim śladów walk. Prawdopodobnie nie był używany w jakichś ciężkich starciach. Bardzo się ucieszyliśmy, że da się też wejść do środka. Nie jestem szczególnym fanem nowoczesnych militariów więc niewiele wyczytałem z organizacji wnętrza, ale przynajmniej pogapiłem się tępo na beton. Z dawnego wyposażenia nie zostało tam nic, no może nie licząc metalowych elementów wpuszczonych w beton. W zamian pojawiło się sporo śmieci na podłodze. Zabraliśmy ze sobą latarkę, żeby dokładnie obejrzeć wnętrze i nawet się przydała żeby oświetlić nam ściany i sufit. Może i bunkier nie powalił nas na kolana, ale zawsze to kawałek historii w zasięgu dłoni. W dodatku świetnie zachowanej historii. Schron jest fajny. ale niewielki i dłużej niż 20 min nie mieliśmy co tam robić. 

Następnym punktem, o który chcieliśmy zahaczyć był pobliski kościół pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika i Świętego Jana Chrzciciela wybudowany przed ostatnią wojną światową w stylu neogotyku. Tam niestety nie udało nam się wejść do środka. Kościół był zamknięty, nawet nie bardzo było jak zajrzeć przez okno. A szkoda bo spora, ceglana budowla wyglądała dość zachęcająco. Nieco rozczarowani ruszyliśmy do kolejnego punktu naszej wycieczki, a konkretnie w poszukiwaniu kamieniołomów na "Kamiennej Górze". Po co tam? Po muszle. W kamieniołomach wydobywa się wapień, a z wapienia czasem można wydłubać muszelkę. Chciałem się przekonać czy i tam mi się to uda. Nieszczególnie mieliśmy pojęcie gdzie właściwie tych kamieniołomów szukać. Skręciliśmy w gminną drogę za cmentarzem leżącym na przeciwko bunkra i po drodze rozglądaliśmy się za jakimiś śladami wydobycia kamienia. Pierwsze próby odnalezienia kamieniołomów skończyły się spacerkiem po krzakach i maślakami w plecaku. Następnym razem poszło już lepiej, zatrzymaliśmy się przy poboczu, z którego jakiś rolnik wyorał kilka kamieni. Uznałem, że warto by się im przyjrzeć z bliższa, znaczy od środka. Uzbrojony w młotek i przecinak ruszyłem do boju i już po kilku minutach pokazały mi się pierwsze muszle skamieniałych ostryg. Tych to ja mam pełno wokół domu i nad rzeką, liczyłem na coś ciekawszego. Następne kilkanaście uderzeń młotkiem sprawiło, że się nie rozczarowałem. Udało mi się znaleźć 2 odciski muszli ślimaków o średnicy 4-5 cm. Takich u mnie nad rzeką brak. Całkiem zadowolony zatargałem łupy do auta i ruszyliśmy dalej. Po kilkuset metrach znaleźliśmy w końcu kamieniołomy! Bezpośrednio sąsiadujące z jezdnią, okazało się, że poprzednie przedzieranie się przez krzaki było całkowicie zbędne. Kilka skamieniałych muszelek wystawało tam ze skały, ale żadna nie była dla mnie nowością więc zostawiłem je w spokoju.


Został nam jeszcze ostatni punkt programu czyli źródełka w miejscowości Łany. Mieliśmy w planach dotrzeć tam za pomocą skrótu, okazał się on jednak polną dróżką biegnącą przez pola, której nasz samochód mógłby nie podołać. (Tak, znajomi wiedzący czym jeździmy pewnie się zdziwią dlaczego miałby nie podołać skoro to SUV, ale to dłuższa historia, ogólnie chodzi o to, że mamy 4x4 bez 4x4... Autko ma nam służyć jeszcze jakiś czas i dlatego traktujemy go jakby był samochodem sportowym: równy asfalt i nic ponadto, chlip - Żywia) Ale warto było szukać skrótu gdyż znaleźliśmy coś znacznie bardziej fascynującego. Kilkaset metrów od kamieniołomów przy drodze rośnie lipa, stara lipa, ma co najmniej kilkaset lat, może 200 może 300? Tego się raczej nie dowiemy gdyż całe jej wnętrze jest puste. Wielka dziupla nie dość że wypełnia pień główny, to jeszcze sięga w grubsze gałęzie. Już sam widok tak wiekowego drzewa byłby dla nas interesujący, ale tutaj mieliśmy jeszcze wisienkę na torcie. W jednym z otworów w pniu po zaginionej przed latami gałęzi ktoś ustawił posążek Matki Boskiej ozdobiony zielonymi gałązkami i kwiatami (niestety sztucznymi). Drzewo i posążek komponowały się ze sobą w zdumiewający sposób.  Łatwo sobie było przy nim uświadomić ciągłość naszej kultury podlegającej przez stulecia zmianom, a mimo to pozostającej niezmienną w treści. Kiedyś figurki ustawiane w takich miejscach miały kilka twarzy, teraz mają jedną lecz sam zwyczaj ich stawiania i oddawania im czci przez okolicznych mieszkańców trwa od kiedy na naszej ziemi pojawili się Słowianie. (Dla mnie nawet to, że figura Maryi stoi w wiekowej lipie jest swego rodzaju symbolem - lipa uznawana za żeńskie drzewo, symbol kobiecości, a do tego nie byłoby to jedyne nawiązanie Chrześcijaństwa do kultu Matki Ziemi i jego późniejszych przejawów. Nieświadome, zapomniane, ale jednak. Dla mnie odniesienia są jasne. - Żywia) Po raz kolejny uświadomiliśmy sobie też jak wiele z obyczajów naszych przodków przetrwało do dziś w obrzędowości katolickiej. Dla mnie osobiście spotkanie z figurką stojącą na starej lipie było najciekawszym i najbardziej intensywnym przeżyciem owego dnia, do tego całkowicie nieoczekiwanym.
Po dokładnych oględzinach zawróciliśmy w stronę miejscowości Łany, żeby znaleźć nasze źródełka. Nie było to szczególnie trudne, wystarczyło wypatrywać tabliczki informacyjnej i parkingu. Źródełka zwane "Źródliskiem w Łanach" są zaopatrzone w całkiem niezłą infrastrukturę, stoi tam zadaszenie z miejscem na grilla i zapasem drewna, dość obszerny parking, a nad samymi źródełkami ustawione są wygodne pomosty. Źródełka na pierwszy rzut oka nie powalają, na drugi są już znacznie ciekawsze, wystarczy im się przyjrzeć z bliższa. Jest tam kilka płytkich jeziorek (tak z 10-15 cm głębokości wody), na ich dnach przebłyskują plamy jaśniutkiego pisaku kotłujące się pod wpływem wyciskanej z ziemi wody. W zasadzie są to podwodne minigejzery buchające spod ziemi z całkiem sporą siłą. Jest ich tam kilkadziesiąt, woda bijąca ze źródełek jest chłodna i smaczna, sprawdziliśmy to organoleptycznie. Całe otoczenie sprawia przyjemne wrażenie, aż się prosi o kocyk i koszyk z żarciem. Posiedzieliśmy sobie tam z pół godziny i pora nam było już wracać. Jadąc już z powrotem zobaczyliśmy jeszcze łasicę, która przemknęła nam przed autem. To był zdecydowanie udany dzień, a żeby go spędzić nie przejechaliśmy więcej niż 15-20 km.


Niemiecki bunkier typu Regelbau 514.









Kościół pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika i Świętego Jana Chrzciciela.






Odlew wnętrza muszli ślimaka zatopiony w wapieniu.
A to zewnętrzny odlew tejże muszelki.
Norki wyryte przez jaskółki brzegówki a pod nimi skałki w których da się wygrzebać kilka muszli.


Potężna lipa stojąca przy jezdni.
I święta figurka ustawiona w jednej z jej dziupli.

Pomnik przyrody nieożywionej czyli "Źródliska w Łanach".









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz