wtorek, 9 lipca 2013

Bułgaria - Kamczija, morskie opowieści.

Kamczija (Kamchia) to mała wioska położona nad Morzem Czarnym, kilkanaście kilometrów na południe od Varny. Nazwę wzięła od rzeki u której ujścia leży. Wioska nie jest okazała i żyje głównie dzięki turystyce, jest tam kilka restauracji z okazałymi ogródkami, w których można smacznie i tanio zjeść, głównie świeżo złowione ryby. Jest też sklep spożywczy oraz oczywiście sklepik z typowo nadmorskimi gadżetami: dmuchane akcesoria wodne, ubrania w marynarskie paski, wszelkiej maści zabawki plażowe, okulary, czapki itp. W zasadzie można powiedzieć, że większość terenu Kamcziji to pola letniskowe, które dobrze pamiętają jeszcze czasy, gdy w Bułgarii ulubionym kolorem był czerwony. Chwilami przechadzki zaniedbanymi chodnikami pośród domków krytych papą, były jak podróż w czasie.



Czasami trzeba bardzo uważnie rozejrzeć się za ocienionym miejscem na odpoczynek, bo może być już zajęte... Tak jak to pod kłodą wyrzuconą na brzeg, gdzie chciałam uciąć sobie drzemkę, ale znalazłam się oko w oko z wężem.
Krab pustelnik. Leży sobie na dnie ładna muszelka, chcesz ją podnieść, a ta zaczyna umykać...


Lokalna knajpka na świeżym powietrzu i świeżo złowione rybko- frytki o nazwie cha-cha.



Szary i niepozorny, a śpiewał tak pięknie, że musieliśmy się zatrzymać i posłuchać.
Na zdjęciu nie widać dobrze, ale ta pajęczyna miała na pewno ponad metr średnicy...
...a pająki miały odwłoki wielkości kciuka...
Do Kamcziji trafiliśmy z Varny busikiem, który zatrzymuje się pod jednym z nowoczesnych hoteli, jakie ostatnio tam powstają, by gościć głównie młodzież rosyjską. Spod hotelu dziarsko ruszyliśmy z plecakami w stronę "centrum" wsi i jak się nam wydawało - plaży. Jako, że ciężko się tam zgubić, dotarliśmy w końcu nad morze i z ulgą zrzuciliśmy plecaki. Spędziliśmy popołudnie na odpoczywaniu i zbieraniu muszli oraz rozglądaniu się za dogodnym miejscem na nocleg. Okazało się nim ujście rzeki Kamczija do Morza Czarnego, plaża w tym miejscu była niezbyt szeroka, osłonięta gęstymi krzewami, a rzeczna woda nie mieszała się jeszcze z morską, przez co mieliśmy świetne miejsce do kąpieli, po upalnych dniach. Jedynym mankamentem były stada głodujących komarów, jednak dzięki uprzejmości spotkanych wcześniej Bułgarów, odstraszaliśmy je dość skutecznie tlącymi się spiralami na komary.




Widok na ujście Kamcziji do morza.

Odludna część plaży po stronie rezerwatu.



Nad morzem spędziliśmy kilka dni, odkrywając wybrzeże, dość w tym miejscu urozmaicone, ponieważ po kilku kilometrach na północ plaża usiana była coraz gęściej wielkimi głazami oderwanymi od wysokich klifów. Można było się między nimi skryć i spokojnie wypoczywać, a nurkowanie między skałami w krystalicznie czystej wodzie to sama przyjemność. Mieliśmy okazję podglądać kraby i krewetki wędrujące po skałach między wodorostami, a Mojmir nazbierał na jedną z kolacji wiaderko omułków. To była niesamowita uczta i jeden z najromantyczniejszych wieczorów w moim życiu - Mojmir mnie w tej chwili zapewne wyśmieje i wszystkiemu zaprzeczy jak zwykle :P

Nasz nocleg pod płachtą.




Pralnia pod chmurką, tak, piorę w rzece :)
A tu główny obiekt fotograficzny dnia dla połowy plażowiczów, sztuka krajobrazu.
Turkuć podjadek, któremu zakłóciliśmy pobyt pod kłodą.

Idąc na południe i przekraczając rzekę można się było dostać na praktycznie odludne plaże, ponieważ zaraz za linią drzew ciągnie się rezerwat przyrody, a rzeka stanowi jego granicę. Z tego powodu jedynie rybacy i najwytrwalsi wczasowicze docierali na te plaże, gdzie było też przy okazji o wiele więcej śmieci wyrzuconych przez fale, a których nie zbierał kompletnie nikt. Jednak między śmieciami udało nam się znaleźć niesamowite okazy muszli, które po drugiej stronie rzeki dawno już zostałyby zabrane. Początkowo problemem było przedostanie się przez rzekę na drugą stronę plaży, ponieważ była w tym miejscu bardzo głęboka, trzeba było płynąć i ciężko było zabrać ze sobą aparat. W czasie kiedy Mojmir przepływał rzekę, ja zostałam żeby pilnować rzeczy na plaży, ale dzięki temu tubylcy pokazali mi jak się przeprawiać na drugą stronę :)




Małe i niepozorne paskudy żyjące przy brzegu, które gryzły nas po nogach, gdy chcieliśmy sobie spacerować wodą.



W trakcie zdobywania naszej kolacji :)









Wąż morski, pływał a nawet nurkował przy brzegu.
Podobno jadowity, ale nie sprawdzaliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz