czwartek, 9 maja 2013

Wędrówka majowa w Sobiborskim Parku Krajobrazowym. // Sobibór Landscape Park expedition, May 2012.

Korzystając z cieplejszej pogody i wolnego weekendu 4-6 maja 2012, zebraliśmy się niewielką, jak to zwykle bywa, grupką i udaliśmy się w okolice Sobiborskiego Parku Krajobrazowego. W skład ekipy weszli: Sławek, Mojmir, ja, Plop i Bary. Sobibór leży we wschodniej części województwa lubelskiego, pomiędzy miejscowościami Włodawa i Wola Uhurska. Nie mieliśmy zaplanowanej konkretnej trasy, szliśmy dla samej przyjemności wędrówki przez podmokłe lasy i wzdłuż malowniczych tras uczęszczanych jedynie przez rowerzystów.

During warm and free weekend at 4-6 of May 2012, we went in a small group, as usual, to Sobibór Landscape Park. Our group consisted of Sławek, Mojmir, me, Plop and Bary. Sobibór is located in the eastern part of province Lubelskie, between villages Włodawa and Wola Uhurska. We haven't planned any specific route, we just wanted to walk and enjoy hiking through wetland forests and along lovely countryside trails.





Początek wyjazdu rozpoczął się gorączkowym przebieraniem w historyczne ubrania na poboczu leśnej drogi, podczas ulewnego deszczu. Pora była już dość późna, a my musieliśmy się wyszykować, znaleźć parking dla samochodu oraz odejść od cywilizacji na tyle daleko, żeby bezpiecznie i spokojnie założyć obóz na noc. Pierwszą noc spędziliśmy więc niezbyt daleko od objawów ludzkiej egzystencji, bo słyszeliśmy przejeżdżające niedaleko pociągi, ale za to na w miarę suchym i niebywale miękkim poszyciu z mchu, w dość rzadkim lesie sosnowym.

We have started our expedition with hasty dressing in our historical clothes with heavy rain on our heads. It was quite late and we have had to find place for a car, and walk away out of civilisation, to find a safe place for a camp. So the first night we've spent not so far from signs of human existence, because we've heard trains passing by, but we've found very soft and comfortable moss field to lay on.





Ślady żerowania bobrów // Trees fallen by beavers.
Kłoda z gniazdem os // Log with wasp nest.
Kolejne ślady obecności bobrów // Another beavers dining place.
Rankiem ruszyliśmy w kierunku Sobiboru, trasa wiodła nas spokojnymi piaszczystymi drogami, dzięki czemu mogliśmy łatwo obserwować świeże tropy zwierząt. Co jakiś czas tylko mijaliśmy samotne gospodarstwa, w jednej z takich spokojnych i sielankowych zagród nabieraliśmy wody do bukłaków. Ciekawe co sobie pomyśleli gospodarze widząc rano taką grupkę dziwadeł :) Ważne, że wodę dostaliśmy. Dość wcześnie dotarliśmy nad malownicze brunatne jeziorka stanowiące serce Sobiborskiego Parku. Tego dnia było dość ciepło i duszno, a do tego okazaliśmy się nieodpartą pokusą dla milionów komarów z całej okolicy, więc z chęcią sprawiliśmy sobie orzeźwiającą kąpiel w jednym z takich jeziorek. Odświeżeni i po obiedzie, na który składały się takie pyszności jak chleb razowy, cebula, ogórki, wędzony ser i boczek i... stokrotki jako sałatka, rozeszliśmy się po okolicy w poszukiwaniu dyskretnego miejsca na nocleg. Mojmir w tym czasie znalazł całkiem spore żeremie, a droga do niego wiodła po grubej na metr warstwie roślinności unoszącej się na wodzie. Wrażenie podczas spaceru było niesamowite, jak chodzenie po łóżku wodnym.

In the morning we were heading to Sobibór, our route was quiet and calm and we could track animals footprints on a sandy road. We were passing from time to time a lonely farms, in one of that cottages, we've got a fresh water into our goatskins. We've reached a brown lakes quite early, they are the center of the Sobibór Park. That day was very hot and stuffy, also it turned out that we are a perfect meal for billions of mosquitos in a whole area, so we decided to have a refreshing bath in on of the lakes. After swimming and eating dinner - wholemeal bread, onion, cucumbers, smoked cheese, bacon and... daisies as a salad, we started to look for a private place for setting a camp. Mojmir found a big beaver lodges and amazing one meter thick cover of plants floating on the surface of lake - perfect place for a walk ;) like water bed.





Trzy warstwy wełny ledwo dały radę komarom... // Three  layers of wool is barely enough to protect from mosquitos...




Drugi nocleg urządziliśmy nad tym jeziorem. Zbudowaliśmy prostą ramę, na której rozpięliśmy pałatkę w razie deszczu i zamaskowaliśmy gałęziami od strony leśnej drogi, na której mógł pojawić się leśniczy. Niewielkie ognisko rozpalone jedynie w celu przygotowania kolacji i zagotowania wody z jeziora, raczej nie odstraszało wszechobecnych komarów, które jadły nas z zapałem nawet przez warstwy ubrań. Poza tym nie chcieliśmy ryzykować odkrycia obozu większym płomieniem, światła po zmroku dostarczał nam księżyc w pełni.

We've set up a camp near the lake. A simple frame made of branches and a piece of linen material to protect us from a rain, masked with branches, so no one could see us from a forest road - in particular a ranger. A small fire only to cook some supper and boil brown iron-tasted water from the lake, wasn't the best way to keep mosquitos away. We didn't want to risk discovering our camp because of the big fire, there was also enough light from a full moon.



Gąbka z mchów, pod nami głęboka woda jeziora. Koło mojej stopy widać rosiczkę. // Moss sponge  on the top of lake water. Next to my foot is sundew.





Księżyc w pełni nad obozem. // Full moon.


 Następnego dnia, po nocy bardziej bzyczącej niż cokolwiek co przeżyłam do tej pory, zwinęliśmy obóz w taki sposób, aby nikt nie mógł nawet przypuszczać, że ktoś tu spędził noc. Ruszyliśmy w dalszą trasę przez Park, lecz mijając pobliskie gospodarstwo zobaczyliśmy w tej kolejności: studnię, pasącą się krowę i wychodzącego na ganek gospodarza. Co robić wydało się nam oczywiste: po chwili już mieliśmy lodowatą i czystą wodę w bukłakach, świeżo udojone mleko w butelce, a dzieciaki gospodarza masę radości z oglądania naszego ekwipunku i zdjęć, które sobie z nami zrobiły :)

In the next morning we've packed our camp so carefully, that no one could tell that we were here. On our way we saw a farm and: a well, a cow and cows owner just walking out of his house. In the next minute we've had a freezing cold and clear water in a goatskins, fresh milk in a bottle and farmers kids were happy to touch our medieval equipment :)




Jest plan na kolejną wyprawę - dłubanki. // Idea for another expedition -  dugout boats.


Trop klępy, którą udało nam się zobaczyć chwilę wcześniej jak umykała przez moczary. // Track of a moose cow.
W czasie naszego powrotu przyszło nam przejść przez miejscowość Zbereż, znaleźliśmy tam kamienną kapliczkę z tablicą ku czci poległego w tym miejscu wraz z towarzyszem Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", legendarnego dowódcy WiN, który stawiał zbrojny opór komunistom aż do października 1951 roku. Czerwoni zmobilizowali ponad 600 ludzi (2 bataliony KBW wzmocnione WUBP Lublin i PUBP Włodawa), by pokonać czteroosobowy oddział Żelaznego a i tak ponieśli przy tym straty. Wraz z Żelaznym zginął tam Stanisław Torbicz "Kazik" a Józef Domański "Łukasz" i Stanisław Marciniak "Niewinny" zostali ciężko ranni w walce, a następnie zamordowani przez komunistyczne sądy.

Na kapliczce były również tablice upamiętniające innych bohaterów podziemia antykomunistycznego poległych w walkach z sowietami i mętami, którzy, im służyli. Obok kapliczki znajdował się, natomiast spory kamień z pokaźną tablicą ku czci bandytów z KBW zabitych w czasie obławy na Żelaznego. Wielki głaz dla morderców i zdrajców a tylko małe tabliczki dla ostatnich żołnierzy II Rzeczypospolitej, którzy nie poddali się drugiemu okupantowi... Widok bardzo przygnębiający.





 W pewnym momencie, gdy kierowaliśmy się już w stronę Bugu, by ostatni odcinek trasy przebyć wzdłuż jego brzegu, natrafiliśmy na małą przeszkodę. Prawdopodobnie za sprawą bobrów, jeden z cieków oddzielających pola zamienił się w rzeczkę, której nie sposób było przebyć brodząc. Chłopcy wybrali więc odpowiednie drzewko i kilkoma machnięciami stworzyli nam przeprawę. Niezbyt byliśmy zachwyceni taką opcją, ale obchodzić nie wiadomo jak daleko i szukać brodu też się nam nie uśmiechało... Zatem przerzuciliśmy co się dało i zaczęliśmy balansować:



Oto i Bug, a dalej Ukraina. // Here is the Bug River and Ukraine on the other side.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz