środa, 24 kwietnia 2013

Przemarsz zimowy 11-12 luty 2012 Pogórze Przemyskie // Winter medieval expedition in Pogórze Przemyskie, February 2012.

W lutym zeszłego roku postanowiliśmy wybrać się na naszą pierwszą zimową wyprawę. Wraz z trzema towarzyszami: Sławomirem - naszym przewodnikiem, Niemirem i Waldemarem, dotarliśmy do wioski Rybotycze, gdzie obserwowani czujnie przez miejscowych, zostawiliśmy samochód na parkingu pod sklepem i wysłuchawszy kilku ostrzeżeń, że w nocy będzie bardzo zimno (co okazało się prawdą), ruszyliśmy w poszukiwaniu żółtego szlaku. 

In February 2012 we decided to go on our first winter expedition with early medieval equipment. Together with our three friends: Sławomir - our guide, Niemir and Waldemar, we got to a Rybotycze village, where watched carefully by some locals, we've left a car on a parking lot and after listening to a few warnings that night is going to be very cold (which turned out to be true), we set out in search of the yellow trail.






Zamarznięty strumień, przez który wiodła nasza spontaniczna trasa. // Frozen stream which was a part of our route.

Czasami poza szlakiem można znaleźć dość smutne rzeczy, np. szczątki jelenia we wnykach pozostawione przez kłusownika... // Sometimes walking out of the trail you may find rather sad things, like this deer traped in snares.

Początkowo mieliśmy problem ze znalezieniem oznaczeń, więc szliśmy na azymut: przez kolczaste zarośla, dziury i zamarznięty strumień. Dopiero po długim błądzeniu natrafiliśmy na szlak, wtaczając się na szczyt bardzo stromego wzniesienia. Zadanie to nie było łatwe, ze względu na śliskie podeszwy historycznych butów i brak raków. 

In the beginning we couldn't find the marks of yellow trail, so we were walking through some thorny bushes, holes and frozen stream. Finally we've found the trail on the top of a steep hill. It wasn't easy to get there because of our slippery medieval shoes and lack of shoe spikes.

Resztę dnia szliśmy już wzdłuż szlaku, aż do miejsca, które wydało nam się odpowiednie na obozowisko: bliźniacze jodły, jedna zwalona idealna na opał, druga nadal stojąca dawała schronienie przed opadami. Widać było, że miejsce to upodobały sobie także dziki. Mieliśmy około dwóch godzin do zapadnięcia zmroku, więc szybko zabraliśmy się do organizowania obozu. Chłopcy wyruszyli w las, szukać uschniętych drzew na opał, odgarnialiśmy śnieg z ziemi (za pomocą miski śląskiej) w miejscu legowiska i ogniska, Sławomir zabrał się za rozpalanie ognia za pomocą krzesiwa, kory brzozowej i węglonego lnu. Niestety w powietrzu unosiła się taka wilgoć, że materiał za nic nie chciał złapać iskry, więc w końcu zdecydowaliśmy się użyć awaryjnych zapałek, gdyż brak ognia w takiej sytuacji byłby bardzo groźny. Legowisko wymościliśmy grubą warstwą jedliny, rozpięliśmy nad nim pałatkę dla ochrony przed śniegiem, wiatrem a także aby łapała ciepło z ogniska. Dodatkowo zbudowaliśmy z gałęzi jodłowych boczne ekrany. Aż do zmroku gromadziliśmy drewno na opał, a ostatnie grube gałęzie chłopcy przyciągali już po ciemku, nie mogliśmy ryzykować, że zabraknie nam drewna na noc. 

The rest of the day we were walking on the trail, untill we've found a place which was good for set a camp: a twin firs, one fallen ideal for fire, second was still standing and offering shelter. Judging by the tracks, this was also favourite place of wild boars. There was about two hours to completely dark, so we quickly started to organising our camp: we had to collect wood, shovel snow from the ground, Sławomir was making fire with flint, birch bark and charred flax. Unfortunately there was such humin air, that we decided to make fire with emergency matches which we've taken, because without a fire all this trip could ended bad. We've made our encampment from a thick layer of fir, on the top we set up a linen cloth for the protection of snow, wind and to catch some heat from fire. We've also built fir walls in the both sides of a camp. The last logs of wood for fire were collected after dark, we couldn't risk depletion of fuel.




Gdy już obóz stał i zapewniał nam jaką taką ochronę, mogliśmy wreszcie zdjąć mokre skarpety, ogrzać zmarznięte nogi i zjeść coś ciepłego. Mojmir miał lekki problem ze zdejmowaniem butów, ponieważ były wykonane ze sztywnej skóry, trudno było je dopasować do nogi tak żeby śnieg nie wpadał do środka. Pod koniec dnia onuce po prostu przymarzły do buta, jednak dwie pary skarpet pod spodem nadal zapewniały jako taki komfort stopom i dzięki temu nie zmarzły. Zaczęliśmy także topić śnieg, aby zagotować wodę na ziołowy wywar z miodem. Nasza kolacja składała się z potrawki przygotowanej na misce śląskiej, na roztopionej słoninie podsmażyliśmy czosnek, cebulę i kawałki suszonego mięsa, dodaliśmy orzechy laskowe, ser wędzony i miód, a przegryzaliśmy podpłomykami. Chłopcy mieli ze sobą boczek wędzony, sery, wędzoną rybę i chleb razowy. Jednak najbardziej czekaliśmy na upragniony wrzątek, ponieważ cały dzień popijaliśmy tylko lodowaty sorbet o smaku wina, który nie zamarzł w bukłakach tylko dlatego, że właśnie wlaliśmy do nich wino zmieszane z wodą.

When camp was finally ready, we could take off our wet shoes and socks, warm frozen feet and eat something hot. We also started to melting snow, to make some herbal infusion with honey. Our supper was made of melted lard, garlic, onion, dryed meat, hazelnuts, smoked cheese and honey, we also had wafers and hard-boiled eggs. Other boys took with them smoked bacon, cheese, smoked fish and wholemeal bread. Yet, we couldn't wait for chamomile brew with honey, because all we've had to drink for all day, was wine with ice in goatskins.



Poranek po mroźnej nocy - Żywia z wypaloną dziurą między oczami po niesfornej iskrze, cena ciepła. //  Morning after  frosty night - Żywia with burned hole after some sparkle, price for keeping warm at night.

Koszula susząca się na pierwszym planie, była jednocześnie ekranem odbijającym ciepło. Naprawdę robiła różnicę w obozie.
Noc rzeczywiście okazała się rześka, bezchmurne niebo mrugało do nas nad drzewami niezliczoną ilością gwiazd, a następnego dnia okazało się, że na termometrach było - 30 stopni C. Leżeliśmy zawinięci w futra i koce, rozmawiając i pilnując by ogień nie zgasł. Później wyznaczono warty do pilnowania ognia. Nad ranem, gdy nic nie zapowiadało opadów, część ekipy przeniosła się z posłaniami bliżej ognia. O poranku powoli się rozbudzając i rozgrzewając, szykowaliśmy śniadanie i ciepłe napoje, dosuszaliśmy części garderoby i dzielili wrażeniami z nocy. Gdy już wszyscy byli najedzeni i spakowani, posprzątaliśmy miejsce obozowiska po sobie (mam na myśli rozmontowanie ścianek i legowiska z igliwia, ponieważ nie nieśliśmy ze sobą żadnych współczesnych śmieci) i ruszyliśmy w powrotną drogę szlakiem. 

Night actually turned out to be brisk, with clear sky and countless amount of stars, there was -30 degrees C. We've spent all night laying covered with fur and blankets, talking and watching for fire, our guarantee of safety. In the morning we prepared some food for breakfast, hot drinks, dryed our clothes and packed our equipment. Then we cleaned up a camp and went back to the car.





Mimo ekstremalnych warunków w nocy i braku współczesnego sprzętu, nikt z nas nie ucierpiał na zdrowiu, ani nawet się nie pochorował. Wróciliśmy z wyprawy brudni, pachnący dymem i bogatsi o bezcenne doświadczenia, czyli dokładnie tak jak lubimy wracać :)

Despite the extreme conditions at night and absolutely lack of modern equipment, none of us get injured or even catch cold. We came back dirty, we smelled like smoke and rich in priceless experiences, exactly as we like :)

Winny sorbet to jednak opcja lepsza na lato... // Wine sorbet is a better idea for summer heat...

Zimą szlaki nie są zbytnio uczęszczane, dlatego całą trasę torowaliśmy sobie brodząc w śniegu często po kolana. Osoba prowadząca musiała się zmieniać, bo torowanie trasy było męczące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz