poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Promem na Islandię .

Zainspirowana wydarzeniami ostatnich dni, póki wspomnienia i refleksje mam na świeżo w głowie, postanowiłam stworzyć mały artykuł - poradnik dla osób, które postanowią wybrać się na Islandię promem. Czy to ze względu na obecność samochodu czy lęk przed lataniem, postanowiliście wybrać drogę morską na tą piękną wyspę. Cóż, wybraliście sposób nieco trudniejszy jak mi się wydaje. Nie ma jednak co rozpaczać, ponieważ od razu zaznaczę, że moje potyczki z przewoźnikiem w dużej mierze wyniknęły z tego, że próbowałam zamówić bilety na prom jeszcze przed jakimkolwiek sezonem (w styczniu), a zatem trudniej było się kontaktować z obsługą. Ważna kwestia: decydując się na prom, nie ma wyboru praktycznie wcale, ponieważ tą trasę obsługuje jedna firma przewozowa - Smyril Line na trasie Hirtshals (Dania) - Seydisfjordur (Islandia).




Przede wszystkim powiem od razu, żeby darować sobie pomoc pośredników w zamawianiu biletów. Nie dość, że wyjdzie drożej, to ogółem mówiąc nie mają zbytniego pojęcia co się wokół dzieje. I tak np. na moje pytanie o najwcześniejsze wypłynięcie na Islandię usłyszałam od miłego pana, że istnieje takie początkiem marca, po czym kontaktując się bezpośrednio z przewoźnikiem czyli Smyril Line, okazało się, że pierwszy prom odpływa miesiąc później! W tym wypadku ciekawa jestem jaki bilet zostałby mi sprzedany dzięki pośrednikowi - do Nibylandii?

Wybór miejsca na pokładzie.

Jak przypuszczam większości pasażerów zależeć będzie na jak największej oszczędności, zatem najtańszą opcją są kuszetki. Są to prycze jednoosobowe umieszczone po dwie jedna nad drugą. W przedziałach jest po 6 pryczy. Łazienki i toalety są wspólne dla kilku przedziałów (co najmniej 8).

Jak najskuteczniej skontaktować się w sprawie rezerwacji biletów?

Otóż z mojego doświadczenia wynika, że sposobem najszybszym jest kontakt z obsługą klienta za pomocą czatu internetowego. Na stronie Smyril Line można dostrzec w kilku miejscach "webchat" wraz z zieloną lub czerwoną kropeczką, w zależności od dostępności kogoś z obsługi. Klikając i podając swój mail rozpoczynamy czat z kimś kompetentnym. Można w ten sposób rozwiać swoje wątpliwości, dopytać o szczegóły rezerwacji, a nawet dokonać rezerwacji biletów. Kolejnym sposobem jest kontakt przez mail, chociaż i tak musiałam na czacie poganiać czy moje wiadomości doszły. Zdecydowanie nie polecam rezerwacji na stronie. System często się zawiesza, przez co trzeba wszystko zaczynać od nowa, a płatność najlepiej dokonać od razu kartą kredytową, inaczej nie wiadomo, czy dokonało się rezerwacji czy nie.

Cena.

Koszt biletów jest zależny od wielu czynników: terminu podróży - są trzy kategorie: sezon niski, średni i wysoki, ilości osób, wielkości samochodu, rodzaju kabiny noclegowej i ilości posiłków. Nas podróż wyniosła dość niewiele, gdyż płynęliśmy w sezonie niskim, czyli niewiele ponad 2000 zł (razem z samochodem).

Płatność.

Ja dysponuję jedynie wypukłą kartą debetową, która nie jest respektowana przez Smyril, więc nie mogłam wpłacić pieniędzy bezpośrednio. Wykonałam przelew bankowy, wszelkie potrzebne dane do przelewu są na potwierdzeniu rezerwacji, które przychodzi na skrzynkę mailową. Przelew trwa do 5 dni roboczych, po czym należy oczekiwać potwierdzenia rezerwacji mailem lub tak jak w moim przypadku pogonienia pracownika Smyril o przesłanie takiego potwierdzenia :) Później należy wydrukować "travel document" i okazać go podczas odprawy.

Podróż na prom.

Wydaje mi się, że warto wspomnieć o kilku rzeczach związanych z podróżą na prom. Mimo, że większość trasy (niezależnie skąd z Polski ruszamy) przebiega po autostradach i wydawać by się mogło, że pójdzie szybko, należy brać pod uwagę nocleg po drodze. My nocowaliśmy tuż przed niemiecką granicą w małym domku gościnnym oraz naszym zwyczajem w namiocie na parkingu przy autostradzie w Danii. Samochód prowadziliśmy na zmianę po kilka godzin, ze względu na zimową porę roku wyjechaliśmy jednak wcześniej, żeby mieć zapas czasu, więc ruszyliśmy w czwartek po południu, podczas gdy odprawa promowa rozpoczynała się w sobotę w południe. Tym sposobem dotarliśmy do portu w Hirtshals sobotnim rankiem i mieliśmy jeszcze czas na zwiedzenie pobliskiego oceanarium, które bardzo polecam!







Prom.

Cóż, nie ma co się rozwodzić nad samą podróżą promem, gdyż dość szybko się nudzi, zwłaszcza gdy pogoda nie dopisuje. Cała podróż trwa niecałe 3 dni (dwa pełne na morzu). Ciekawym przerywnikiem był za to postój na Wyspach Owczych w Thorshavn, gdzie mogliśmy na kilka godzin wyskoczyć z promu i pozwiedzać miasteczko. Trafiliśmy jednak na Wielkanocny Poniedziałek i miasto wydawało się niemal wymarłe, za to bardzo przyjemnie spacerowało się po wybrzeżu. Jeżeli pogoda dopisuje, warto spędzić czas na górnym pokładzie podczas mijania Wysp Owczych, gdyż widoki zapierają dech w piersi. A jeżeli komuś dopisze szczęście, może zobaczy także wieloryba! Mnie się ta sztuka udała i był to niezapomniany widok!




Co warto zabrać na prom?
Przede wszystkim rzeczy, które zamierzamy zabrać na prom, należy spakować do oddzielnego bagażu i mieć przygotowane tak, aby łatwo można go było zabrać z samochodu - ważna rzecz: podczas całej podróży nie ma już wstępu do poziomów z parkingami, więc jeżeli o czymś zapomnimy w aucie, to przepadło aż do opuszczenia promu. Jeżeli śpimy w opcji najtańszej czyli kuszetkach, które według mnie powinny zwać się zęzą, należy koniecznie pamiętać o zabraniu śpiworów. Polecamy także coś do lektury lub laptop, aby móc obejrzeć jakiś film. Jeżeli ktoś jest uzależniony od np. robienia na drutach, także jak najbardziej wskazane jest zabranie zapasu włóczki - na korytarzach czasem dzierga po kilka osób :) Oczywiście chcąc oszczędzić solidne kwoty, trzeba także zabrać prowiant i napoje na śniadania i kolacje. W opcji kuszetki jest jeden posiłek dziennie w okolicy obiadu, lecz to stanowczo za mało i obowiązuje tylko w pełne dni na morzu.

fot. M. Najstarsza część Thorshavn - półwysep na którym odbywały się thingi wikingów.


fot. M. Tak, na tym dachu ktoś posadził sobie żonkile :)

fot. M. Tutaj kolejny przejaw miejscowej estetyki - płot z kręgami wieloryba.
fot. M. Ta sama posiadłość - brama z żeber wieloryba :)
fot. M. Stary cmentarzyk jak zaczarowany ogród. W tym czasie w Polsce była gruba warstwa śniegu i minus na termometrze.



fot. M. Trafiliśmy na odpływ i ukazało nam się nasze ulubione morskie papu.  Czareczki.

1 komentarz:

  1. Pięknie :) Zrobiliście mi zajawkę na Wyspy Owcze. Wydają się tak ekstremalnie dziwne i ciekawe, że muszę tam kiedyś dotrzeć :)

    OdpowiedzUsuń