poniedziałek, 20 stycznia 2014

Relacja z planu filmowego "Cyril a Metoděj - apoštolové slovanů" cz. 3 Żywia w Podoborze.

Skoro relacja Mojmira dobiegła już końca, ja postaram się szybko zdać sprawę z ostatniego, póki co dnia zdjęciowego z udziałem statystów. W niedzielę 3 marca część ekipy filmowej rozdzieliła się i z samego rana pojechała ze Skansenu w Modrej na samą północ Czech - w krainie zwanej przez nas Zaolziem, która kiedyś była częścią Śląska Cieszyńskiego, a w dawnych czasach należała do ziem plemienia Gołęszyców, znajduje się obecnie rekonstrukcja ich grodziska. Leży ona nieopodal wioski Chotebuz - Podobora i w sezonie letnim jest udostępniona do zwiedzania. Jako, że z głównego planu filmowego zmyłam się w piątek, miałam jeden dzień w domu na doprowadzenie się do porządku i w niedzielę z nowym zapałem wyruszyłam tuż za czeską granicę. Byłam w tej komfortowej sytuacji, że mieszkam niedaleko Cieszyna i dojazd na plan zajął mi jakiś kwadrans :) Po drodze spotkałam się z resztą polskiej ekipy, która miała brać udział w zdjęciach, czyli Angeliką i Tomkiem oraz naszym niezawodnym menago Jaroslavem.


Na miejscu ukazał się naszym oczom spory wzgórek porośnięty drzewami z usytuowanym na płaskim szczycie grodem. Tu właśnie zaplanowano nakręcenie kilku scen z udziałem Świętopełka i Metodego. Scen nie było wiele i wystarczył na nie jeden dzień zdjęciowy oraz około dwudziestu statystów. Tak samo jak w Modrej, najpierw po przybyciu na miejsce udaliśmy się do Kostumerni, gdzie pani stwierdziła, że mam krasne ubranie, zarzuciła mi na ramiona owczą skórkę i już transformowałam w pastereczkę :) Później udaliśmy się wszyscy do Maskerni, gdzie już zagęszczano brodę Metodemu, a niezwykle przyjazny pan brudził twarze wojom i upinał farbowane włosy niewiast - w tym moje nad czym ubolewam, bo włosy to mój najlepszy szalik w zimną pogodę i bardzo wymarzłam na planie.

fot. Ż. Skansen Podobora od strony głównego podejścia.
fot. Ż. Tomek oczekuje na weryfikację stroju strażnika - niepewna mina, i słusznie...
fot. Ż. Nie ma co marnować czasu, każda chwila jest cenna i można ją wykorzystać na rękodzieło.
fot. Ż. Poranny rozgardiasz przed zdjęciami.
fot. Ż. Prodejna ryb - garderoba była urządzona w pomieszczeniu z basenami, w których pluskały karpie na sprzedaż :)

Gdy już wszyscy zostali zadowalająco muśnięci, podreptaliśmy po kilkudziesięciu schodach do grodu, gdzie już od jakiegoś czasu quad z przyczepką zwoził ludzi i sprzęt. Wewnątrz grodu krzątał się już mój ulubiony Metatron, który ku mojej uciesze przyjechał z resztą ekipy i oczywiście od razu zaczął nas rozstawiać :) Tak więc w pierwszej, najdłuższej i najtrudniejszej scenie, grałyśmy tło tła siedząc na ławeczce pod chatą i haftując oraz dziergając na igle (jak kto ciekawy zapraszam na Rękodzielnicę, gdzie widać efekt mojej roboty w postaci siwych skarpet w kolekcji 2013). W napisach końcowych będziemy wymienione jako szwaczki za zadem konia, ponieważ jedna chabeta ciągle ustawiała się tak, że nas zasłaniała :) Ale dzięki temu miałyśmy pół dnia dość luźnego przesiadywania poza okiem kamery. W kolejnych scenach przechadzałyśmy się po skansenie z różnymi rzeczami w rękach udając bardzo zajęte, a wielkie wydarzenia historyczne działy się gdzieś tam bliżej kamery. Metatron wzrokiem fachowca wyłapywał puste przestrzenie w tle i nawigował nami tak, aby je zapełniać i tworzyć wrażenie ruchliwej wioski. Pan z maszyną do dymu biegał to tu, to tam i dodawał "klimatu", owce uciekały i rozłaziły się po planie, osioł wył demonicznie zawsze po "Akce!" oznajmiając, że bardzo swędzą go plecy, a my dzielnie dreptaliśmy gdzie nam kazano jak by nas przewijano. Dla dziewczyn dzień zdjęciowy zakończył się nieco wcześniej niż dla dzielnych strażników grodowych (ale do tego już przywykłam), zostałyśmy puszczone do restauracji, w której kwaterę główną miała ekipa filmowa, a na grodzie kręcono jeszcze jakieś dodatkowe sceny. Akurat w chwili, gdy kończyłyśmy herbatę...ups czaj, chłopcy wrócili z planu, a niedługo po nich wkroczył pan z plikiem banknotów w ręce :) Po sprawnie dokonanej wypłacie, każde z nas ruszyło do domu, by ogrzać się po dość wietrznym dniu.










Tym sposobem zakończyła się nasza pierwsza przygoda łącząca życiową pasję z czymś zupełnie nowym. Jak dla mnie kolejny dowód na to, że odtwórstwo zazębia się z wieloma dziedzinami życia, często bardzo zaskakującymi. No i już czekam na kolejną możliwość bycia statystką.



Skorzystam z okazji i podam kilka linków pomocnych w razie planowania wycieczki :)
Oficjalna strona Archeoparku Chotebuz
Informacje o Archeoparku po polsku.




fot. Ż. Mistrz gry nieco już zmęczony, ale jak zwykle w humorze. Dam sobie rękę uciąć, że właśnie mówi: ty, ty i ty pójdziesz tam, poczekasz 3 sekundy po "Akce" i pójdziesz tam :P
fot. Ż. Tak wygląda wzorowy strażnik grodowy w filmie :P kolczugi są przereklamowane...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz