poniedziałek, 11 lutego 2013

Wyprawa zimowa 2-3 luty 2013 - okolice Suwałk // Winter expedition to Suwałki.

Jakiś czas temu zostaliśmy zaproszeni przez naszych przyjaciół z „Pera Sudinoi” do siebie (czyli do Suwałk) na przemarsz historyczny. Jako że Suwalszczyzna oferuje piękne tereny, a przyjaciele szczerą gościnność, nie potrafiliśmy odmówić.

In february we've decided to visit our friends from group "Pera Sudinoi" in Suwałki and go to medieval expedition. Suwalszczyzna (part of north - east Poland) offers beautiful and wild area to hike, so we couldn't resist. 



Na ten spacerek całkiem dobrze się przygotowaliśmy. Walonki do snu zapakowane w tobołki, raki na buty wykonane, porządnie zaimpregnowana baranica i pyszne mięso suszone wykonane przez Żywię, stanowiły tylko część naszego ekwipunku. Twarze posmarowane maścią z gęsiego smalcu, nie ucierpiały zbytnio od wilgotnego zimna jakie nam towarzyszyło. 

We were prepared quite well. Walonki (felt handmade boots), iron spikes for shoes, jacket made of sheep fur impregnated with fat and wax, delicious dryed meet made by Żywia, that was only a part of our equipment. Goose fat ointment on our faces was protecting us from wet cold air.


Na wyprawę zebrało nas się łącznie 5 osób. Trzech gospodarzy i nasza para. Nie wiedzieć czemu jest to standardowa grupa wypadowa i zazwyczaj maszerujemy grupami pięcioosobowymi, tym razem także nie było inaczej.

Do Suwałk dotarliśmy w piątek późnym popołudniem, a wyprawę rozpoczęliśmy w sobotę rano. Upakowani jak sardynki w aucie wyruszyliśmy na teren wyprawy. Samochód został pozostawiony na podwórku zaprzyjaźnionej rodziny, a my założyliśmy raki na nogi, a tobołki na plecy i ruszyliśmy w trasę.
Pogoda była dość wiosenna, około 0 stopni Celsjusza i mało śniegu, natomiast droga leśna była pokryta lodem. Byłoby dość ryzykownie iść tamtędy nawet w cywilnych butach, ale dzięki rakom nikt się nawet nie pośliznął.  Trasa upływała nam lekko i przyjemnie, prowadząc po lekkich pagórkach i pomiędzy suwalskimi jeziorkami skutymi lodem. Plan marszu nie był zbyt forsowny, więc po około półtorej godziny byliśmy już w pobliżu miejsca planowanego na nocleg. Był to niewielki pagórek ciągnący się pomiędzy dwoma jeziorami z dość płytkimi rowami na szczycie. Ciężko powiedzieć czemu powstały, podejrzewamy że to pozostałości okopów po którejś z wojen. Nasze graty zostały zrzucone na jedno miejsce i wszyscy ruszyliśmy szukać dogodnego skrawka ziemi, na którym można by się rozłożyć z biwakiem. To też nie trwało długo i po przetarganiu tobołków na właściwe miejsce zajęliśmy się przygotowaniami do nocy.

We started our journey at Saturday morning. We left a car not so far from the forest, put spikes on shoes and bundles on our sholders and went in to the wild. The weather was rather like in the spring time not February, but still in the shadow there was ice and snow, so we were glad that we have good shoes and warm woolen clothes. Our route was quite easy and not very long, we were making a lot of stops just enjoying the landscape. After 2 hours we were in the area that was chosen for our camp, so we started to looking for a good place to make a camp for a night. It was a piece of land between two lakes, we've found nice fallen tree that we decided to use as a part of shelter and fuel.



Najpierw padło na wiatę. Rozciągnięta została pomiędzy dwoma drzewami tak, by zasłaniać nas od wiatru ciągnącego znad bliższego jeziora i łapać ciepło od ogniska, które zaczęliśmy przygotowywać po drugiej stronie. Dla lepszego napięcia materiału przeciągnęliśmy linę w połowie wysokości wiaty i dodatkowo podparliśmy patyczkiem z Y na końcu, żeby mieć więcej miejsca pod spodem. Miejsca do snu zostały dość dokładnie wyłożone świerkowymi gałęziami dla izolacji i można się już było brać za resztę przygotowań.
Z drewnem nie był większego kłopotu, gdyż w pobliżu leżało sporo brzozowych (niestety mokrych) gałęzi. Zrąbaliśmy też dwa suche drzewa i to mniej więcej wystarczyło na noc.

First we set a shed to protect us from snow, wind and to catch some hot air from fire. We put on the ground thick layer of spruce branches for isolation and then our sleeping fur and blankets. We've found some felled birches nearby, so there was at least one problem solved.



Teraz trzeba było rozpalić ognisko. Mimo sporej wilgotności powietrza poszło bardzo sprawnie. Zwęglony len złapał iskrę po maksymalnie dwóch minutach okładania krzemienia krzesiwem, a samo uzyskanie płomienia nie trwało wiele dłużej. Spodziewając się sporej wilgotności zabrałem z domu więcej szczypki, a Misza zebrał sporo suchych traw i paproci, dzięki czemu udało się swobodnie uzyskać trochę żaru, od którego już zajęły się zebrane na miejscu patyki.

Making fire was surprisingly easy due to the wet weather. Charred flax got a sparkle after about two minutes of using flint and then it was piece of cake to make a flame from dry grass and birch bark.

Szynka, zimowe jabłka, małe cebulki, chleb razowy, słonina i suszone mięso. // Home made ham, winter apples, onions, wholemeal bread, lard and dryed beef.

Niby to rzecz oczywista, ale jednak podkreślę, że drewno pochodzące ze stojących (uschłych oczywiście) drzew jest znacznie suchsze niż to zebrane na ziemi dlatego warto się poświęcić i poszukać go w lesie. Te, które my ścięliśmy były wilgotne maksymalnie na centymetr w głąb i dawały dobry ogień, podczas gdy gałęzie zebrane z ziemi były dość mocno przemoczone i trzeba było je dosuszać wokół ogniska.
Dobrze, że sprawnie uporaliśmy się z przygotowaniami, tuż po tym jak zaczął padać wilgotny śnieg, który niezbyt uprzyjemniał nam wycieczkę. Tu świetnie sprawdziło się impregnowanie mojego kożucha. Użyłem do tego smalcu stopionego razem z pszczelim woskiem. Woda skraplała się na mnie i ściekała ale, nie przemakała do wewnątrz.

Right after we set our camp, big wet snowflakes started falling, but now we were safe, we had dry place to sleep and burning fire, so we went for a small trip on a frozen lake. My impregnated jacket worked perfectly during this weather and I stayed warm and dry.








Niesprzyjająca aura nie powstrzymała nas przed drobnym rekonesansem wokół obozu. Wyprawiliśmy się również żeby sprawdzić taflę lodu na jeziorze. Dało się po nim spokojnie chodzić, ale grubość nie przekraczała 15-tu centymetrów, dlatego porzuciliśmy plany przejścia na wyspę majaczącą w oddali. Tu znowu świetnie sprawdziły się raki. Przy okazji udało się nam natrafić na tropy wilka w przybrzeżnych zaroślach i zrobić kilka całkiem udanych zdjęć. Aparat fotograficzny i zapałki na „wszelki wypadek” to jedyny sprzęt niehistoryczny jaki ze sobą zabieramy na wyprawy, ale dość uzasadniony.

Camera and matches "just in case" are only things that we are taking with us that are contemporary.



Domowa szynka zapiekana z jabłkami - godny początek dnia. // Ham and apples -  perfect breakfast.
Po powrocie rozpoczęły się typowe prace obozowe: rąbanie i suszenie drewna, suszenie butów przygotowywanie jedzenia i ciepłych napitków oraz tym podobne. Warto wspomnieć że suszyć buty należy umiejętnie. Zbytnia bliskość ognia może bezpowrotnie uszkodzić skórę, a obuwie to ekwipunek najtrudniejszy do samodzielnego wykonania . Nic nie działa lepiej na samopoczucie niż ciepłe ziółka zaparzone na ognisku. Powoli zaczął zbliżać się zmrok. Chłopaki z „Pera Sudinoi” wyznaczyli warty do pilnowania ogniska i można się już było zająć rozmowami i gapieniem się w ogień. Noc minęła spokojnie i bezproblemowo, temperatura spadła do kilku stopni poniżej zera i nieco doskwierała wilgotność powietrza, lecz mimo to dało się spokojnie wyspać. Kilkakrotnie słyszeliśmy tylko odgłosy dzikiej zwierzyny, która hałasowała nieopodal obozowiska. Niestety całą noc padał śnieg więc wszyscy musieliśmy spać pod wiatą, mimo że cieplej jest ułożyć się wokół ogniska.

After our little lake trip, we prepared wood for night and some food, dryed our shoes etc. There is nothing better in the cold evening than something hot for drink, so we brewed some herbs with honey. We spent whole night talking, looking at fire and listening to the sounds of night animials. Temperature was about a few degree minus, so it wasn't that bad. 


Ranek przywitał nas bajkowymi widokami. Wszystkie drzewa obsypane były grubą warstwą białego puchu sprawiając wrażenie jakbyśmy się przenieśli do krainy Królowej Śniegu. Ciężko było uwierzyć że jesteśmy ciągle w tym samym miejscu w którym zasypialiśmy. Zjedliśmy sobie dość obfite śniadanko i powoli zaczęliśmy się przygotowywać do powrotu.

In the morning there was a fresh snow everywhere, we couldn't believe it's the same place. We ate a huge breakfast and prepared to leave this place.






Trasa przez ośnieżony las miała w sobie wiele uroku, zwłaszcza że na świeżym śniegu świetnie było widać tropy zwierzyny. Tak więc przecinaliśmy tropy dzików, jelenia, lisa, saren a nawet bobrów, które obficie wydeptały ścieżki prowadzące do ich żeremia.

On the way back we could easily track some animals: boars, deer, fox, roe-deers and even beavers.
Żeremie. // Beaver lodges.
Tropy bobrów przecinające naszą ścieżkę. // Beaver tracks.
Powrót nie trwał więcej niż marsz na miejsce, więc po około półtorej godziny byliśmy z powrotem pod autem przepakowując się i rozglądając za gospodarzami, których nie udało się nam dostrzec.


Ślady dzików. // Boar tracks.
Po przydługawej relacji pora na podsumowanie. Wyprawa miała na celu test sprzętu i wymianę doświadczeń, więc założenia zostały spełnione na 100%. Przy okazji świetnie się bawiliśmy, a poranne warunki pogodowe dostarczyły nam wielu wrażeń estetycznych. Bardzo dobrze wspominamy też gościnność naszych suwalskich przyjaciół i serdecznie im dziękujemy za zaproszenie!

After a pretty long report it's time to summation. The expeditions main purpose was to test our equipment and share experiences, so we made it in 100%. Also we had a great time thanks to our hospitable friends from Pera Sudinoi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz