poniedziałek, 17 grudnia 2012

Przemarsz historyczny cz. 2 - Nocleg, posłanie.

Załóżmy, że ubrania macie już wyszykowane, grzeją gdy trzeba, nie uwierają i nie przeszkadzają w marszu, ale nadchodzi noc...
Wiadomo- na czymś trzeba złożyć zmachane gnaty, po dniu przedzierania się przez krzaki/ bagno/ błoto itp. Musi to być coś w miarę lekkiego, nieprzemakalnego, izolującego od podłoża. A musicie wziąć pod uwagę, że nie wiadomo w jakich warunkach przyjdzie rozbijać obóz, gdy za dnia to pół biedy - można wybrać dogodne suche miejsce, ale gdy złapie was zmrok, może się szybko okazać, że akurat trafiliście z obozem na podmokły teren lub mrowisko lub jeszcze coś innego, a dobre posłanie ochroni przynajmniej od wilgoci i nierówności.

fot. Mojmir. Obozowisko z wiatą, późna wiosna. Od lewej widać filcową matę, owczą skórę, a pod chłopakami  filc i posłanie z suchej trawy i koca.




fot. Mojmir. Zimówka, widać warstwę igliwia, na której ułożyliśmy posłania. Oprócz wiaty dodatkową ochroną były zasłony z gałęzi powstrzymujące ewentualne podmuchy.
Na początek większość wędrowców targa na plecach owczą skórę, która jest duża i trudna do zrolowania. Zakładam tu, że jako początkujący wędrowiec nie posiadasz jeszcze filcowej maty, ale o tym za chwilę. Owcza skóra to w warunkach polowych niezbędny element posłania, gdyż dobrze izoluje od zimnego lub wilgotnego gruntu, ale lepiej sprawdza się u osób mniejszych, które są w stanie się na jednej zmieścić (nie polecam zabierania dwóch, bo z wyprawy, która ma być przyjemnością zapamiętacie tylko pot, zakwasy i poprawianie bagażu). Trzeba też wziąć pod uwagę, że gdy skóra już raz namoknie np. podczas deszczu lub gdy położymy się w kałuży wysuszenie jej w warunkach polowych jest niemożliwe. Staje się kilka razy cięższa i niemożliwa do wykręcenia z nadmiaru wody, przez co bezużyteczna.

Alternatywą dla skóry i czymś pośrednim między owcą, a filcową karimatą jest wojskowy koc złożony na dwa lub trzy razy. Chyba najcięższy gadżet z wymienionych.

Mata z filcu ma takie zalety jak łatwość w pakowaniu- łatwo się roluje i nie zajmuje wiele miejsca (w porównaniu ze skórą np.), świetna izolacyjność termiczna i przeciwwilgociowa, niwelacja mniejszych nierówności podłoża, które stawiają ją ponad innymi posłaniami.


Do przykrycia oczywiście koc wełniany. Ja upolowałam materię wełnianą na pograniczu koca i luźnego filcu, ma ponad 1 cm grubości i składa się z puszystych warstw, co świetnie izoluje. Mojmir zazwyczaj zabiera grubo tkany pled wzorowany na tkaninie z Oseberg (mój przedmiot pożądania, ale nie wiem czy wiecie- rzemieślnicy to dziwaki i nie zawsze da się z nimi porozumieć :P).

Resztę posłania organizuje się na miejscu. W cieplejszych okresach można wygodnie spać na mchu, liściach, nie kłopocząc się zbytnio podłożem o ile nie jest doszczętnie przemoczone deszczem. W zimie zanim zrobi się cokolwiek ze swoim posłaniem, należy koniecznie usunąć z ziemi śnieg, nanieść grubą warstwę igliwia- 20cm i więcej, która zapewni izolację od zmarzniętego gruntu. Dopiero na takiej warstwie układamy swoje posłanie.

fot. Mojmir. Nocleg na mchu. 
Bardzo wskazane jest zabranie w podróż wiaty dla ochrony przed wiatrem, deszczem czy śniegiem. Jeżeli planujecie wyprawę w miejsce nieznane i nie wiecie czy po drodze znajdują się naturalne miejsca odpowiednie do nocowania takie jak nawisy skalne, wiatrołomy, jaskinie itp., zdecydowanie polecamy zabranie ze sobą wiaty, gdyż dodatkowo w okresie od jesieni do wiosny zatrzymuje ona także ciepło z ogniska. Nawet podczas letniej wyprawy wiata bywa przydatna jeżeli akurat dopadnie was ulewa.

Decyzja co zabrać ze sobą należy do was, mamy nadzieję, że z tymi wskazówkami pójdzie wam łatwiej. Jedno jest pewne na swojej pierwszej wędrówce zmienicie definicję komfortu :)

5 komentarzy:

  1. Ciekawy i bardzo praktyczny opis :) Uwaga zupełnie nie a propos tematu: fajnie wyglądają na zdjęciu Twoje rude włosy, wśród tych wszystkich szaro-burości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwie uwagi ode mnie - odnośnie posłania i odnośnie "materaca" ;)
    Zamiast owczej skóry w którą wiele osób wpieprza się na początek bo kiziata, ciepła i wygodna na stacjonarnych wyjazdach, lepiej sprawdza się skóra sarny/jelonka w letnim usierścieniu (to krótkie) dosyć sztywno wyprawiona (zimowe, z długim futrem są przeważnie wyprawiane na miękko) - jest lżejsza, zwijalna w mniejszy rulon a przede wszystkim dużo trudniej ją przemoczyć (dlatego nie nadają się te "na miękko") i nie nasiąka jak owce, a izoluje od podłoża tak samo. Używaliśmy takich sarenek na większości wyprawek, w bardzo różnych warunkach i na bardzo różnym podłożu - sprawowały się wyśmienicie, powiedziałabym - druga pozycja po filcakach.

    Podłoże - w naszych warunkach to zazwyczaj igliwie, ale nadają się również trzciny (zimą zeschnięte stosunkowo łatwo zgromadzić) i wysokie trawy (te z cicikami na końcach, wiosną i jesienią są niezłym podkładem).

    Swoją drogą kiedyś spaliśmy w trawie, z tarczami pod głowami :D No ale to był ciepły wczesny wrzesień a my byliśmy totalnie wyrypani po kilkunastu godzinach marszu i praktycznie braku snu od dwóch dób, więc jakoś nikt nie deliberował nad urządzaniem sypialni :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za cenne dopowiedzenie :) Co do tarcz, to ja na zimówce miałam pod nogami Mojmirową tarczę, bo targałam ze sobą właśnie owieczkę z braku innego futra... A może to był wtedy liniejący renifer zdjęty ze ściany? W każdym razie nogi trzymałam poza futrem.

    A pomarańczowe włosy fajnie wyglądają, ale jeśli trzeba kamuflażu to nie pomagają ani trochę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są idealnym kamuflażem do jesiennego liściastego lasu :D Albo jak zimą udaje się lisa w zaspach :D

      Usuń
  4. Jesienne liście to też dobre podłoże pod legowisko - byle nie całkiem mokre :) Też długo spałem z tarczą pod nogami, ale to było dawno temu i teraz jej nie biorę. Jeżeli idziemy na przemarsz w ciężkim uzbrojeniu - co generalnie jest bez sensu :) - to bardzo fajną poduszką jest dobrze zwinięta kolczuga. Jeżeli śpimy w czapce lub kapturze - obowiązkowo - to będzie całkiem wygodna...

    OdpowiedzUsuń