niedziela, 9 grudnia 2012

Kulinaria - suszone mięso.


Dziś będzie coś dla mięsożerców :) Suszone chude mięso wołowe lub wieprzowe to świetny prowiant na wyprawy i to nie tylko historyczne- istne lembasy! Już jeden pasek suszonego mięska przegryziony w drodze, po chwili daje uczucie sytości i pozwala skoncentrować się na otoczeniu, zamiast na próżni w żołądku.


Przygotowanie suszonego mięsa w domu to sprawa wręcz banalna. Potrzebny będzie piekarnik i patyczki do szaszłyków. A oto przepis na porcję mięsa dla jednej osoby (nie napiszę na jak długo wystarczy, bo ja gdybym mogła zjadłabym całe mięso od razu, jednak nadludzkim wysiłkiem woli udało mi się podzielić je na porcje i stanowiło sytą przekąskę przez weekend).

0,5 kg chudej wołowiny (polecam steki minutowe Sokołów, do kupienia w Biedronce, są już cienko pokrojone i gotowe do obróbki)

2 łyżeczki soli
2-3 łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedziego
2-3 łyżeczki suszonej natki pietruszki
drobno starty ząbek czosnku

Dobór i ilość przypraw jest jak najbardziej dowolna, ja lubię taki zestaw lub gotową mieszankę soli i arcydzięgiela z pietruszką do kupienia w sklepie. To jest wersja historyczna, w turystycznej można popuścić wodze fantazji jeśli idzie o dobór przypraw :)

Wykonanie:
Mięso kroimy na 5 mm plastry w poprzek włókien, a potem na paski szerokości 3-5 cm, następnie nacieramy mocno z każdej strony mieszanką przypraw i zostawiamy do zamarynowania na kilka godzin lub najlepiej na noc w lodówce. Gdy mięso wchłonie aromaty ziół, nabijamy paski na patyczek do szaszłyków, ale tak aby mięso nie stykało się ze sobą, patyczki umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 80-100 stopni. Aby nadmiar wilgoci mógł się swobodnie ulatniać, drzwiczki piekarnika zostawiamy lekko uchylone. Po około 3 godzinach mięso powinno znacznie stracić na wadze, mocno zmienić barwę na brunatną.

Cały proces zależy od pracy i rodzaju piekarnika, dlatego pierwszą porcję warto przygotować mniejszą, aby wyczuć jak długo i w jakiej temperaturze suszyć. Za pierwszym razem tak mocno ususzyłam swoje mięso, że powstały raczej chrupki mięsne, ale nie umniejszyło to ich wyśmienitego smaku :)

Na koniec ważna informacja: nie wolno przesadzić z ilością zjadanego na raz mięsa, trzeba pamiętać, że w żołądku mięso znowu namoknie i zwiększy objętość! Łakomstwo można później nieźle odchorować!


3 komentarze:

  1. Wypróbowałem przepis, pyszna rzecz. No może nieco przesadziłem, ale dobre i na pewno trwałe (zjadłem wszystko z testowej serii w 3 godziny).
    Sam przepis na marynate zmodyfikowałem następująco: 3 drobno siekane owoce jałowca, 2 łyżeczki tymianku, nieco mniej rozmarynu (ok półtorej łyżeczki), 2 łyżeczki pietruszki, 2 soli, 2 ząbki czosnku, zmiażdżone nie siekane (brak czosnku niedzwiedziego na stanie, brak też świeżego chrzanu). Oprócz tego trochę oliwy aby zioła nasiąkły i sól się rozpuściła. Proszę o pomysł czym zastąpić oliwę w warunkach polowych, bądź wieku IX czy X. Zapomniałbym marynowałem mięso ok 5 godzin.
    Pieczenie:
    Piekarnik gazowy nagrzany maksymalnie, paski się upiekły i nie wiem czy tak powinno być, potem uchyliłem lekko piekarnik i trochę podeschły, zamykałem go i podgrzewałem na małym ogniu jeszcze dwa razy. Cały proces trwał ok 2 godzin (chyba), gotowy produkt był brązowo-czerwony w kolorze i przypuszczał światło (w sensie, że jak podniosłem go do żarówki). Gdyby nie cięcie w poprzek włókien były by dość ciężkie do żucia ;) .
    Co do samego jedzenia to żuć powoli i dolewać płynów ;).
    Szkoda że nie mogłem przetestować suszenia nad ogniem lub gorącymi węglami, suszenie na słońcu z musi zaczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawa dla Pana :) Jeżeli chodzi o oliwę to właściwie jest zbędna i jak zauważyłeś mięso raczej się piecze niż powoli oddaje wodę. Sól i aromaty przypraw rozpuszczą się samoistnie w sokach z mięsa i przenikną wgłąb. Nie przypuszczam, żeby we wczesnym średniowieczu robiono coś więcej niż natarcie mięsa ziołami i pozostawienie go na słońcu a najlepiej w dymie, żeby zniechęcać wszelkie owady.

      Usuń
  2. Spróbowałam zrobić .. Byłam dość sceptyczna bo nie zawsze jestem orłem w kuchni ale wyszło i było jadalne! Choć mogłam dodać więcej czosnku (niestety kupowanego w sklepie ale czekam do wiosny)Jeszcze będę próbować zrobić mąkę z żołędzi, można pić jako kawę :)

    OdpowiedzUsuń