poniedziałek, 26 listopada 2012

Namiot, płachta, płaszcz - czyli jak spać żeby się wyspać.

Przed wyruszeniem w trasę, istotną kwestią jest przeanalizowanie tego jak zamierzamy nocować i co chcemy dźwigać ze sobą jako schronienie. Opiszemy tu kilka sprawdzonych przez nas sposobów na rozstawienie miejsca noclegowego, aby było wygodne, zabezpieczało przed złymi warunkami zewnętrznymi,  a przy tym było LEKKIE i łatwe w transporcie na grzbiecie. Patrząc z perspektywy czasu na nasze wyjazdy, dostrzegłam pewną prawidłowość jeśli chodzi o kwestię sprzętu noclegowego.

Obóz w kotlince na płaskowyżu Czatyr -Dah.



Namiot.
Otóż początkowo stawialiśmy tradycyjnie na nocowanie w namiocie, co za tym idzie zwiększając ciężar plecaka. Może i nosił to wszystko Mojmir, ale w końcu włóczymy się razem i nie do końca chciałabym, żeby pod koniec dnia ledwo powłóczył nogami, bo ktoś musi mnie bronić przed wilkami i innymi stworami ;) Jeśli chodzi o nasz namiot, to nie mam mu absolutnie niczego do zarzucenia i każdemu go polecę jeśli postawi na tradycyjne obozowanie. Należy on do kategorii lżejszych, kompaktowych namiotów  igloo na dwie osoby. Sprawdził się w wielu sytuacjach i jest możliwe bezproblemowe noszenie go ze sobą na wędrówkach z plecakiem, ale w porównaniu do dalszych rozwiązań jest to opcja najcięższa. Gdybyśmy teraz mieli kupować namiot, zapewne rozważylibyśmy zakup jednoosobowego- pomieści parę (plecaki można zabezpieczyć w przedsionku lub owinąć pokrowcami wodoszczelnymi na zewnątrz i przytroczyć do namiotu), a będzie ważył jeszcze mniej.
Nasze obozowiska w miarę możliwości zakładaliśmy w miejscach osłoniętych, z dostępem do bieżącej wody.

Ten sam obóz, w tle droga dojazdowa do jaskini Marmurowej.
Obozowisko na wzgórzach wokół Ałuszty. 
Widok z obozu na przełęcz Angarską, po lewej w chmurach szczyt Czatyr-Dahu.
Obóz w połowie drogi pomiędzy Jałtą, a Sewastopolem. Świetne miejsce ze względu na strumień biegnący u podnóża wzniesień osłaniających obóz.

Zanim przejdę do omówienia mniej standardowego sprzętu do spania, muszę wspomnieć, że w przypadku, gdy wybieramy się na wyjazd bez namiotu, zabieramy ze sobą nieprzemakalne pokrowce na śpiwory, których porównanie będzie na końcu tego przeglądu.

Płachta.
Prosta płachta kupiona w markecie turystycznym (swoją drogą za co taka kwota skoro to kawałek zwykłego materiału, nawet nie posiadającego specjalnych właściwości przeciwdeszczowych czy przeciwsłonecznych) w zestawie z dwoma tyczkami, odciągami i szpilkami. Znacznie lżejsza od namiotu, co chyba oczywiste. Swobodnie mieszczą się pod nią dwie osoby i plecaki. Nie sprawdza się dobrze na obszarach gdzie występują komary, ale i z tym sobie poradziliśmy jak się później okaże. Bardzo kompaktowa, nie zajmuje wiele miejsca. My zdecydowaliśmy się nie zabierać tyczek gdy spodziewaliśmy się znaleźć gałęzie do zastosowania jako podpory. W trakcie naszych wędrówek modyfikowaliśmy rozkładanie płachty w zależności od możliwości terenu i innych czynników (komary, podłoże, spodziewane opady).
Najoczywistszy sposób rozkładania płachty to zastosowanie dwóch masztów i naprężenie jej odciągami, jak w tradycyjnych namiotach. Stosowaliśmy go najczęściej  gdy podłoże było na tyle miękkie by wpić szpile i planowaliśmy spać w nieosłoniętym miejscu. Wtedy dobrze mieć dodatkową osłonę na twarz przed komarami (specjalne siatki na kapelusz do kupienia w sklepach militarnych, turystycznych). Rozważamy też doszycie (lub doczepienie na rzepach lub zatrzaskach) przy obu wejściach moskitiery, co rozwiązałoby całkowicie ten problem.
Można ją podczepić za środkowy odciąg, tak by tworzyła rodzaj moskitiery nad głowami stykającej się z podłożem. Dzięki temu można swobodnie oddychać i chronić twarz i górną połowę ciała przed insektami, nogi wystające poza płachtę są i tak chronione przez śpiwór. Takie rozwiązanie idealnie sprawdziło się gdy nocowaliśmy na terenie Pobiti Kamani (Kamienny Las)- bułgarskich formacji skalnych przypominających skamieniałe drzewa lub kolumny. Noc była bezchmurna, za to dokuczały nam komary, więc podwiesiliśmy płachtę na skale w półotwartej grocie.
Bywa też tak, że nas nocleg ląduje się w miejscu gdzie bez młota udarowego nie uda się wbić szpili nawet na centymetr, lub praktyczniej zapewnić sobie ochronę i czystą karimatę rozkładając płachtę pod sobą.
Ma ona tak wiele zastosowań, że w zasadzie ograniczeniem jest tylko pomysłowość i zmysł konstruktorski podróżnika J Oto jeszcze jeden sposób na spreparowanie nocnego leża chroniącego tym razem przed morską wilgocią pojawiającą się nocą na plaży oraz wścibskim wzrokiem przechodniów (którzy w nocy w takim miejscu bywają z góry podejrzani). Z daleka i z bliska nasz obóz wyglądał jak zabezpieczona łódź lub inne nadmorskie rupiecie. A pod spodem akurat tyle miejsca, żeby się położyć i zmieścić plecaki.

Opuszczony wagon na stacji w Mezdra (Bułgaria), który posłużył nam jako noclegownia po drodze z Sofii do Belogradczika.
Jedno z tych miejsc gdzie lepiej mieć płachtę pod sobą niż nad ;)
Płachta podwieszona w grocie w Pobiti Kamani.
Plaża w miejscowości Kamczija. Zamocowana na dwóch kłodach wyrzuconych przez morze i okopana piaskiem od strony wody.
Ten sam obóz od strony morza.
Gdzieś w Bułgarii. Łąka po sianokosach w pobliżu trasy do Rilskiego Monastyru.
Czasem jadąc na stopa ludzie wysadzają cię w środku nocy w środku niczego lub w środku pola kukurydzy.  Tu płachta służyła jako wyściółka. Rano rozmowa na migi z właścicielami pola, którzy chcieli się upewnić, czy aby nie kradniemy :) (gdzieś w Rumunii).


Szwajcarski płaszcz wojskowy.
Taaak J posuwamy się  w minimalizmie noclegowym i wyznajemy zasadę, że lepiej zabrać rzeczy, które mają wielorakie zastosowanie i przydadzą się w wielu sytuacjach. I tu idealnie sprawdzają się takie płaszcze. Zrobione są z gumowanego nieprzemakalnego materiału w deseń moro armii szwajcarskiej. Posiadają kaptur oraz dwa otwory na ręce, które można zapiąć na zatrzaski. Z dwóch takich płaszczy można z powodzeniem zmontować mały namiot osłaniający górną połowę ciała, dzięki pasującym do siebie zatrzaskom. Już od jakiegoś czasu chodziło nam po głowie przeprowadzenie testu takiego namiotu w terenie i udało się podczas tegorocznego pobytu w Alpach szwajcarskich. Mieliśmy okazję przetestować to schronienie w warunkach wietrznych i świstakowych ;) oraz ulewnego deszczu. Jako że materiał, z którego są uszyte płaszcze jest nieprzepuszczalny, spaliśmy komfortowo nie wystawieni na podmuchy wiatru i co ważne ogrzaliśmy powietrze wewnątrz namiotu, co też wpłynęło na jakość snu. Pominąwszy incydent z ciekawskim świstakiem, który zaczął deptać po Mojmirze i ugryzł go w pokrowiec śpiwora na do widzenia, ta noc była całkiem udana J
Kolejna zaserwowała nam test ekstremalny w strugach ulewnego deszczu. Chwała pokrowcom i talentowi budowlanemu Mojmira, który zmontował z naszych kijów do podpierania konstrukcję, na której płaszcze stworzyły działające spady. No może prawie, bo rano okazało się, że w dwóch miejscach mamy nad głowami małe jeziorka i jedno akurat wylało się tuż za naszymi głowami. Jednak dzięki chłonności mchu na którym spaliśmy i lekkiemu spadkowi, woda nie gromadziła się zbyt intensywnie pod nami. Ze swojej strony miałam zastrzeżenia jedynie do wielkich pająków, które korzystały z bonusowego schronienia tuż nad moją twarzą, siadając na wewnętrznej stronie płaszcza… Ludzie z arachnofobią nie mają lekkiego życia z takim hobby.
Ogólnie rzecz ujmując konstrukcja z płaszczy wygląda tak: tylna ściana (np. z plecaków, kamienia, kłody) na tyle wysoka, by zapewnić przestrzeń na głowę i swobodne oddychanie, dwa kije oparte o ścianę i sczepione ze sobą płaszcze.

Obóz na łące w Alpach szwajcarskich pod Schwarzhorn bez lokatorów.
Obóz z lokatorami :) jak widać po zapięciu płaszczy głowy są zakryte, a plecaki stanowiące rusztowanie chronione przed deszczem i świstakami.
Obóz z płaszczy wersja leśna ulewna.

Płaszcz szwajcarski. foto militariamax.pl
Na koniec kilka słów o pokrowcach na śpiwory. W posiadaniu mamy dwa różne pokrowce wojskowe wykonane z różnych materiałów i różniące się konstrukcją. Szwajcarski jest wykonany z tego samego gumowanego materiału co płaszcze, jest zapinany na zamek błyskawiczny i posiada kaptur ze ściągaczem. Brytyjski został uszyty z lżejszego materiału gore-tex, zapina się go od wysokości pasa na szerokie rzepy i również posiada obszerny kaptur, a pod spodem szerokie pasy do przytrzymywania karimaty.
Co tu dużo mówić: jeżeli wybierać spośród tych dwóch modeli to tylko brytyjski! Szwajcarski pokrowiec jest tak absolutnie nieprzemakalny, że lepiej posłużyłby jako wiadro lub wanna, bo owszem deszcz śpiwora nie zmoczy, ale też para gromadząca się przez noc wewnątrz pokrowca nie ma ujścia i efekt jest ten sam: przemoczone posłanie i dłuuugie suszenie. A gdy ma się śpiwór puchowy to już nie przelewki. Podczas naszego ekstremalnego testu w nocnej ulewie, spałam w pokrowcu brytyjskim i rano obudziłam się z kałużą nagromadzonej wody obok siebie, ale wewnątrz było sucho. Cześć nowoczesnym oddychającym tkaninom!

A na koniec kilka naszych noclegów wedle zasady: jeśli możesz spać pod gotowym dachem to śpij:

Stare budki przy plaży w Ałupce (Krym). Nie mogąc znaleźć w okolicy zacisznego miejsca na namiot, skorzystaliśmy z takich budek, aby mieć ochronę od zimnego morskiego wiatru.
Opuszczony składzik na osprzęt pasterski: sucho i zacisznie.
Składzik stał tuż obok szlaku pieszego w dolinie wodospadów Lautebrunnen (Szwajcaria).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz